Archiwum

Przeglądaj artykuły pogrupowane wg. kategorii, dni, miesięcy, lat lub wg. autorów.

Archive for Listopad, 2011

Z naszych lektur

Napisane dnia Listopad 27th, 2011 przez jerzy.polak

Informacje i spostrzeżenia na temat wydawnictw historycznych dotyczących Bielska-Białej. Prowadzi dr Jerzy Polak.

15.04.2011 Właśnie przestudiowałem hasła o książętach Sułkowskich w niedawno wydanym kolejnym zeszycie monumentalnego „Polskiego Słownika Biograficznego” (tom XLV, zeszyt 187, 2008, s. 519-571). Znajdujemy tu obszerne biogramy bielskich książąt z XVIII wieku: Aleksandra Józefa (twórcę potęgi rodu) i jego synów Aleksandra, Antoniego, Augusta i Franciszka oraz przedstawicieli następnego pokolenia Antoniego Pawła i Jana Nepomucena oraz na przyczepkę słynnego Józefa, adiutanta Napoleona. Charakterystyczne, że przedstawiono także Sułkowskich linii rydzyńskiej z XIX w., pomijając bielskich Sułkowskich z II połowy XIX w. i I poł. XX w., widać uznanych za Niemców ( i słusznie).

Biogramy, napisane przez różnych autorów, powstały w oparciu o naprawdę solidną kwerendę źródłową, wystarczy popatrzeć na bibliografię! Przynoszą moc starych i nowych informacji, sprostowań wielu narosłych wokół Sułkowskich mitów, a także wzmianek o Bielsku w kontekście tutejszej ich rezydencji i dóbr ziemskich. Wymowa większości biogramów w kontekście historii Polski w XVIII w. ponura i wstrząsająca. Nie dziwota, że wielu historyków polskich zaliczało Sułkowskich do czołowych rodów magnackich, którzy swą prywatą i niepohamowaną chciwością przyczynili się do upadku Rzeczypospolitej i jej rozbiorów. Należeli też do rekordowych dłużników, prowadząc życie ponad stan, w rozmiarach szokujących nawet współczesnych im Polaków. Szczególnie odrażającą postacią w tym gronie był Antoni (zm. 1796), zdrajca, targowiczanin, rosyjski agent i stronnik, grabieżca dóbr jezuickich, wyróżniony złotą tabakierką przez Katarzynę II. Podobnie zachowywał się jego brat August (zm. 1786), pan na Bielsku, także na żołdzie rosyjskim i najbliższy współpracownik rosyjskich ambasadorów w Warszawie. Jak wynika z treści biogramów Sułkowscy „cieszyli się” jak najgorszą opinią wśród patriotów polskich – nawet Franciszek, który był konfederatem barskim i przyjmował barżan na swym zamku w Bielsku. Opinię tą potwierdza biogram ostatniego Sułkowskiego na Rydzynie – Antoniego Ryszarda (zm. 1909), który za sprzedaż majątku Niemcom – a było to już w czasach antypolskich zarządzeń pruskich – został potępiony przez polska opinie publiczną pod trzema zaborami i uznany za zdrajcę narodowego!

Warto o tym wszystkim przeczytać – lektura pouczająca i wstrząsająca. I nie ma się co chwalić Sułkowskimi w Bielsku-Białej, tym bardziej, że w jego dziejach nie zapisali się zbyt chwalebnie.
Warto jeszcze, kończąc ten komentarz, wspomnieć o udziale naszego Kolegi – Piotra Keniga w dostarczeniu autorom biogramów informacji źródłowych, co zostało skrupulatnie odnotowane w słowniku.

21.IV 2011  Ukończyłem jakimś cudem sczytywanie najmniejszego (bagatela – 500 stron),  III tomu nowej monografii Bielska-Białej. Myśli, ocen i uwag na temat całego dzieła jest bardzo wiele – od chwalebnych do skandalicznych. Postanowiłem jednak na tym blogu się nie wypowiadać. Po prostu nie to miejsce z uwagi na wielkość monografii, autorów i problemów. Zrobię to gdzie indziej. Krótko tylko powiem – dzieło mogło być lepsze, tak pod względem treści, jak i formy. Niewątpliwie jest jednak osiągnięciem naukowym i wydawniczym Bielska-Białej.

25.IV 2011  Przeglądam w Książnicy Cieszyńskiej niektóre roczniki przedwojennego pisma „Sprawy Narodowościowe” wydawanego w latach 1927-1939 w Warszawie. To ważne źródło dla historyków parających się kwestiami mniejszości narodowych w II RP. A w nim masa informacji na temat Bielska i Białej, głównie o działalności Niemców, rzadziej o tutejszych Żydach. Niestety źródło to nie zostało wykorzystane przy tworzeniu najnowszej monografii miasta, sam biję się tu w piersi odnośnie Białej, ale wierzcie mi nie było czasu na kwerendę wszystkich źródeł. Masa informacji zwłaszcza na temat życia niemieckich partii politycznych i towarzystw, a także szkół mniejszościowych oraz wyborów komunalnych. Np. nie wiedziałem, że oddział Partii Niemieckiej (Deutsche Partei) powstał w Białej dopiero w sierpniu 1927 r. na bazie dotychczasowego Bürgerverein, w rezultacie w monografii umieściłem mylną datę. Jego pierwszy zarząd wybrano 29 grudnia 1927 r. na czele z b. burmistrzem inż. Maksymilianem Schmeją. Notabene to bardzo ciekawa postać, zasługująca na duży biogram, przemysłowiec o wszechstronnych horyzontach. Zginął tragicznie, uciekając jako starzec przed sowieckimi tankami, gdzieś pod Zgorzelcem.      

29.IV 2011  Ze stosu nie przeczytanych lektur wyciągnąłem starą (Poznań 1967) książkę pierwszego polskiego specjalisty od wywiadów i kontrwywiadów, prof. Jerzego Kozeńskiego, zatytułowaną „Sprawa przyłączenia Austrii do Niemiec po I wojnie światowej (1918-1922)”. To ważna książka, poruszająca w kontekście kwestii Anschlussu (powstałej po śmierci Franciszka Józefa I!), sprawę przynależności niemieckiej mniejszości w Sudetenland oraz na Śląsku, w tym w Bielsku i Białej. Dążenia rodzimych Niemców nad rzeką Białą do pozostania pomimo przegranej wojny przy Niemieckiej Austrii nabierają w tych szerokich wywodach odpowiedniego tła i wyjaśnienia. Obalają one w sposób udokumentowany tezy Niemców austriackich, jakoby to Alianci traktatami „wykończyli” monarchię Habsburgów (tak jak ona wzięła udział w „wykończeniu” Polski w XVIII w.). „Z trupami nie idę” pisał Komendant Piłsudski już w 1916 roku i miał rację.

5.V 2011  Z innej półki wyciągnąłem grubawą książkę Joanny Kubaczki z 2005 r. „700 lat Jasienicy”. To kronikarski, dosyć amatorski, ale z wykorzystaniem licznych źródeł i literatury, zapis dziejów parafii rzymskokatolickiej, pomyślany jako prezent dla długoletniego jej proboszcza. Odnotowuję tę pozycję jako przykład działań popularyzatorskich na polu historii stron rodzinnych w najbliższym otoczeniu Bielska-Białej, mniej lub bardziej udanych. Nie brakuje w niej ciekawostek związanych z naszym miastem, jak na przykład wzmianki o pochodzeniu z Jasienicy słynnego żydowskiego potentata młynarskiego z Białej Józefa Neumanna (1853 -1896), czy znanego lekarza bielskiego Władysława Duławy oraz o licznych dzwonach zamawianych w wytwórni Karla Schwabego w Białej. Notabene pamięć o tej sławnej fabryce niestety zupełnie zanikła wśród bielszczan, a przecież dzwony Schwabego sławiły przez sto lat dwumiasto nie mniej niż sukna. Prosi się wręcz o monografię wytwórni, wiele jej dzwonów bije do dziś w Austrii, Czechach i USA, nie mówiąc o naszym kraju.

Do najbardziej oryginalnych wywodów autorki, spisanych na podstawie m.in. osobistych i rodzinnych przeżyć należą kwestie narodowościowe po 1945 roku, w tym opis rozprawy komunistycznych władz z ewangelikami z Bielska i okolic pod pozorem zwalczania „niemczyzny”. Gorzkie to wywody, świadczące o niezmiernym bezprawiu i chciwości ludzkiej, podsycanych totalitarną ideologią. Smaczkiem lektury są wzmianki o mało znanej karierze jasienickiego nauczyciela, Antoniego Kobieli, późniejszego osławionego „burzyciela” Bielska-Białej.

11.V 2011  Z Katowic przywiozłem jak zwykle stos nowych wydawnictw historycznych, które pewnie będę studiował przez najbliższy rok- dwa. Naprędce przeczytałem zeszyt nr 2 „Szkiców Archiwalno-Historycznych” wydawanych swego czasu przez Archiwum Państwowe w Katowicach (ten wydano w 2000 r.). Otwiera go interesujący artykuł Wacława Gojniczka z Cieszyna o szlachcie w księstwie cieszyńskim, zwłaszcza protestanckiej, a więc i z rejonu Bielska. Ciekawy jest zwłaszcza końcowy podrozdział, traktujący o jej upadku w XIX w., kiedy ostało się zaledwie kilka rodzin (nie licząc późnych importów). Przedstawiciele kilku rodzin osiedli w Bielsku, pracując przeważnie jako urzędnicy (przykład węgierskiej rodziny Pongratz, która dała miastu nawet burmistrza). Swoją drogą nasze miasta nie przyciągały w epoce kapitalizmu nowych mieszkańców pochodzenia szlacheckiego. To ciekawe zjawisko, nietypowe raczej dla Galicji i Śląska Austriackiego. Nie kwapili się także do inwestowania w przemysł. W rezultacie Bielsko i Biała nie miały swojego Borowieckiego…             

Kilka wzmianek o Bielsku znajdujemy także w szkicu Joachima Grabca pt. „Pierwsze miesiące 1945 r. na Górnym Śląsku w świetle materiałów archiwalnych Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach”. Powinni go przeczytać zwłaszcza ci, którzy w Bielsku-Białej dalej bredzą o wyzwoleńczej roli Armii Czerwonej, karmiąc się mitami i propagandą. Dokumenty (nawet te wytworzone przez władze „ludową” o charakterze poufnym) mówią same za siebie. „Wyzwalali” – z majątku, żywności, moralności, zasad, wartości i samego życia.

18.V 2011  Ponownie przy lekturze roczników „Spraw Narodowościowych”. Tym razem natrafiłem na nieznane mi dotąd zajścia antyniemieckie w Bielsku-Białej w dniach 13-14 maja 1933 roku, spowodowane bezpośrednio okólnikiem burmistrza bielskiego (polskiego) o wprowadzeniu wyłącznie polskich szyldów sklepowych, a pośrednio antypolskim terrorem w Niemczech wywołanym przez hitlerowców. Członkowie polskich organizacji paramilitarnych zniszczyli wówczas wiele szyldów tych kupców, którzy nie zareagowali na zarządzenie. Co ciekawe, policja przyłapała wśród bojówkarzy także dwóch Niemców, członków zdajsie Partii Młodoniemieckiej. Prasa pisała o prowokacji. Pamiętać należy, że w tym czasie rząd polski naciskał już na rząd Hitlera w sprawie zmiany polityki wobec Polski. Sprawa do zbadania.  

28.V 2011  Z niesamowitej „Nocy muzeów” w Cieszynie przywiozłem pięknie wydany przez Muzeum Śląska Cieszyńskiego (i drukowany w bielskim Dimografie) katalog zbiorów Działu Sztuki tegoż muzeum „Sztuka gotyku i renesansu”, autorstwa jego kierownika, p. mgr Ireny Adamczyk (zarazem autorki nowej wystawy stałej pod tym tytułem). Znajduję w nim, a jakże!, słynne retabulum, czyli tryptyk ołtarzowy z naszej Kamienicy. Trafił on do zbiorów cieszyńskich (najpierw kościelnych) po rozbiórce drewnianego kościoła p.w. św. Małgorzaty w 1900 roku, a więc w czasie, gdy nie było jeszcze muzeów miejskich w Bielsku i Białej. Jest na co popatrzeć, zarówno na wystawie, jak i w katalogu (tryptyk jest po konserwacji), tym bardziej, że obraz przedstawia na skrzydłach osoby symboliczne dla Bielska – św. Stanisława i św. Mikołaja (czyli podobnie, jak na tryptyku w kościele w Starym Bielsku), co daje dużo do myślenia. Dzieło kryje także inne tajemnice, tym bardziej, że w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach znajduje się jeszcze inny, podobny tryptyk z Kamienicy… Piątka za doskonałe ilustracje!

2.VI 2011  Staranne kartkowanie wydanych w ostatnich latach zeszytów „Polskiego Słownika Biograficznego” pozwala wychwycić biogramy następnych osób związanych na różne sposoby z Bielskiem lub Białą. Widzimy wśród nich uczestników konfederacji barskiej (np. hasła Sarnacki Antoni, Schütz-Szyc Antoni, Stoiński Ksawery), pianistkę Halinę Sembrat z Krakowa, studiującą w Berlinie u mistrza Artura Schnabla, rodem z Lipnika, która swój pierwszy koncert dała zapewne przy jego pomocy w Bielsku w 1924 r., dyrygenta i kompozytora Stefana Stoińskiego, który był przed 1939 r. dyrektorem Instytutu Muzycznego w Katowicach z filią w Bielsku czy lotnika Michała Scipio del Campo. Komplet słownika znajdziemy choćby w Książnicy Beskidzkiej. To ważne wydawnictwo od wielu lat boryka się z trudnościami finansowymi, kolejne rządy mają go w nosie, a przecież jest to najważniejsza księga Polaków, świadectwo ich indywidualnych dokonań. Zupełnie inaczej wygląda to w krajach ościennych, gdzie tego typu słowniki są wielką propagandą sukcesów państw i narodów. U nas skutkuje bezinteresowna zawiść wobec dokonań drugich.    

6.VI 2011 Odnotowuję jak zwykle ładnie wydany informator wystawy filatelistycznej „60 rocznica połączenia miast Bielska i Białej”, przygotowany przez oddział Polskiego Związku Filatelistów z naszego miasta, przy walnym udziale naszego członka Janusza Manterysa. Informatory wystaw bielskich PZF, publikowane od wielu lat, tworzą już pokaźną serię, w każdym z nich znajdujemy nie tylko teksty o historii miasta, ale także wiele ciekawostek, nie tylko filatelistycznych.

17.VI 2011 Kolejna konstatacja z kwerendy numerów „Spraw Narodowościowych”, w których w latach 1937-1939 poświęcano dużo więcej uwagi Żydom. Wzmianka o pogromie w Kamieńcu Podolskim w 1750 r. przypominającym do złudzenia późniejszy pogrom w Białej z 1765 r. Na podstawie dekretu królewskiego wyrzucono w ciągu 24 godzin wszystkich Żydów z miasta, burząc m.in. ich bóżnice. Lubiliśmy i nie lubiliśmy tych „naszych” Żydów poprzez wieki…    

26.VI 2011 Mam w ręku kolejny rocznik zacnego „Kalendarza cieszyńskiego” wydawanego systematycznie przez Macierz Ziemi Cieszyńskiej (kiedyś byłem członkiem jej śp. Koła bielskiego! Szkoda, że przestało funkcjonować). Forma edytorska świetna, duża czcionka (ważne z uwagi na czytelników, głównie emerytów), urozmaicona treść, silnie osadzona w regionie (niestety takiego czasopisma nie posiada nasze Bielsko). W roczniku 2011 na okładce słynna cieszyńska „Ślązaczka”, odbudowana niedawno (ta szabla w kierunku Zaolzia…).

 W zawartości zawsze znajdujemy coś o Bielsku, bardzo rzadko o Białej. To zrozumiałe, redaktorzy trzymają się granic Śląska Cieszyńskiego, chociaż traktują go dosyć specyficznie, zawężając tematykę do administracyjnego powiatu cieszyńskiego + Zaolzie. Ale od pewnego czasu w otwierającym zwykle wydawnictwo „Kalendarium rocznic” zamieszcza się pewne rocznice i osobistości bielskie (tu np. ks. Stojałowski, bialski pedagog Stanisław Sojka, księgarz Józef Jurczyk – z błędną datą śmierci 1936, gdy tymczasem zmarł w Białej w 1941 r.). Co ciekawe, czasopismo używa – kontynuując zresztą tradycje przedwojenne – bez ograniczeń terminu „Podbeskidzie”, które wywołuje na linii Katowice – Bielsko-Biała, a i w samym naszym mieście wiele kontrowersji i tłumaczeń, najczęściej idiotycznych i ahistorycznych.

Z ciekawostek w tym numerze odnotujmy: wzmiankę o członkach Towarzystwa Upiększania Ustronia (zał. 1888 r.) w postaci przemysłowca bielsko-bialskiego Samuela Tugendhata oraz arcyksiążęcego mistrza hutniczego Leona Jakubeckiego, tego samego, który wzniósł znaną kamienicę secesyjną przy placu Opatrzności Bożej (cały czas zachodzę, co go wiązało z Białą?). Ze sławnego ustrońskiego rodu pochodził także bielski przedwojenny architekt i budowniczy Józef Kozieł (czego nie wiedziałem). Z kolei w części biograficznej kalendarza znajdujemy biogram kandydata na ołtarze w Kościele rzymskokatolickim, ks. Rudolfa Komorka, pochodzącego z Bielska, a zmarłego na placówce misyjnej w Brazylii (1890-1949). Postać chyba zupełnie u nas nieznana.       

24.VI 2011 Sekretarz naszego towarzystwa, Jacek Kachel rozpoczął właśnie w bielskiej gazecie „Kurier radia Bielsko” (od nr 7) cykl pt. „Sto lat temu w Bielsku i Białej”, pomyślany jako prezentacja wiadomości prasowych na temat naszych miast i regionu publikowanych w lokalnej ( i nie tylko) prasie polskiej i niemieckiej od czerwca 1911 roku. Pożyteczna inicjatywa popularyzatorska trafiająca do masowego czytelnika (tygodnik jest kolportowany darmowo).

2.VII 2011  Nieoczekiwane spotkanie z siostrami zakonnymi z dawnej „Hildegardy” w Białej zaowocowało wręczeniem mi dwóch broszurek – o gimnazjum i liceum ogólnokształcącym Zgromadzenia Córek Bożej Miłości im. Franciszki Lechner, obchodzącym w 2009 roku stulecie swego założenia (działało z przerwą na czas okupacji i PRL-u). Nie brakuje w nich rysu historycznego placówki, kilku starych zdjęć i kalendarium. Druga z broszurek zawiera rys życia austriackiej założycielki zgromadzenia, trwają starania o jej beatyfikację. Placówka przy ul. Broniewskiego nie jest mi obca, w jej murach spędziłem 4 lata w LO im. Adama Asnyka, stąd czuję wciąż sentyment do niej. Dodam jeszcze, że niedawno dopiero znalazłem w bielskim archiwum akta dotyczące budowy szkoły wraz z oryginalnymi projektami budowlanymi (niestety niekompletnymi)

12.VII 2011  A. Dziadzio, Monarchia konstytucyjna w Austrii (1867-1914). Władza-obywatel-prawo, Kraków 2001. Na takie dzieła zwykło się mówić „cegła”. Obszerne kompendium wiedzy na temat prawa konstytucyjnego i stosowanego oraz instytucji prawnych w monarchii Franciszka Józefa I, uznanej przez autora za fenomen historyczny i niemal wzorcowy model państwa liberalnego i praworządnego (a przy tym silnego, zapewniającego karność) w Europie. Wnikliwa analiza działania prawa w monarchii, w której żyli nasi przodkowie z Bielska i Białej oraz innych rejonów Galicji czy Śląska, miażdżąca Haškowy obraz zidiocianego państwa Habsburgów, która była wymysłem, jak się potem okazało, bolszewickiego agenta. Ważna lektura dla wszystkich piszących o funkcjonowaniu naszych miast przed 1918 rokiem, m.in. w kontekście konfliktów językowych i wyznaniowych. Jej przesłanie łatwo zrozumieć w świetle kwerendy archiwalnej na temat działania wszelakich władz lokalnych, która dostarcza zwykle sporo dokumentów poświadczających ten model (wiele spraw zwykłego człowieka załatwiało się w urzędach od ręki, a sądy cywilne wydawały wyroki zwykle w przeciągu kilku dni (!) lub co najwyżej kilku miesięcy (prócz zawiłych spraw politycznych), bronią uczciwych obywateli i bez pardonu lokując przestępców w „ciupie”. Dzisiaj, w Polsce na początku XXI wieku, możemy o takim państwie (dodajmy: sprawiedliwym) tylko pomarzyć.

Osobną kwestią poruszaną przez autora jest cesarz. I nie jest to obraz dobrodusznego staruszka, czy zagubionego w historii urzędnika, ale sprawnego „sługi państwa”, konsekwentnie, mimo przegranych wojen, dążącego do realizacji swojej wizji spokojnego i liberalnego państwa. Odniósł sukces, nie tracąc ani cząstki swojej realnej władzy (odpowiadał tylko przed Bogiem), czego dowodem były częste i bez skrupułów wymiany ministrów i rządów. Momentami książkę krakowskiego profesora czyta się jak pasjonujący podręcznik sprawowania najwyższej władzy.

Akcentem bielskim w książce jest historia kariery Adolfa Pratobevery, urodzonego w Bielsku w 1806 r. w rodzinie słynnego prawnika austriackiego Karla Josepha, który w 1867 r. został szefem Wydziału Konstytucyjnego w Izbie Panów, współtworząc nowe prawo monarchii konstytucyjnej (z kupieckiej rodziny Pratobevera pochodził burmistrz Białej w latach ok. 1806-1820, Josef). Innym przykładem jest krakowski adwokat Wilhelm Binder, swego czasu poseł miasta Białej w Sejmie Krajowym we Lwowie, a potem poseł do Rady Państwa i radca Trybunału Administracyjnego. Nie znamy jeszcze wielu przykładów kariery bielszczan w Wiedniu.    

26.VII 2011  Dzisiaj o wspaniałej, chociaż specyficznej książce. Trzeci tom listów do żony polskiego artysty i ekscentryka Stanisława Ignacego Witkiewicza z lat 1932-1935 wydany w Warszawie w zeszłym roku w opracowaniu prof. Janusza Deglera. Opasłe tomisko czyta się długo, mlaskając przy jedynych w swoim rodzaju witkacowskich neologizmach, przekleństwach i określonkach („Puchnie ścierwo” – to o pisanej przez artystę książce; „Odczyt udał się. Nikt nic nie zrozumiał”; „To straszne robić taką mordę” – to o jego malowaniu portretów; „musiałem się pywować i herbatyzować” etc.). Tom wybrałem ze względy na przytoczone w kilku listach epizody z pobytu Witkacego w Białej w czerwcu 1933 roku na zaproszenie przyjaciół, małżeństwa bialskiego starosty Stanisława Albertiego i jego pięknej żony Kazimiery. Są w nich zawarte humorystyczne, ale i uszczypliwe ciekawostki: o szczotkach z fabryki Braci Sennewaldtów, bialskich milionerach („ohydna kompania”), łaźni miejskiej („wszędzie Niemcy”), o ówczesnym komisarzu miasta Lucjanie Bastgenie i artyście Adamie Bunschu oraz leczącym go laryngologu dr Starterze.

Listy zostały zaopatrzone w liczne przypisy tłumaczące okoliczności i życiorysy wymienionych przez dramaturga osób. W związku z pewnymi zawartymi w nich nieścisłościami i brakami odnośnie wątków bialskich pozwoliłem sobie napisać sprostowania do autora i wydawnictwa (PIW), co zostało mile przyjęte i będzie wydrukowane. Kiedy próbuję sprostować błędy i idiotyzmy naszych urzędników zwykle nie odpowiadają ma e-maile czy listy. O takich ważniakach Witkacy pisał „Chamy, XVII wiek”.

Zachęcam do przeczytania!

4.VIII 2011  Wychwytuję wzmianeczki o Bielsku w książce dr Haliny Nocom pt. „Internat w Pszczynie i jego wychowankowie 1923-1939”, Pszczyna 2010. Rzecz bardzo ciekawa o jedynym w swoim rodzaju prywatnym internacie dla synów polskiej arystokracji w górnośląskim miasteczku przy tamtejszym gimnazjum, z obszernymi życiorysami kilkudziesięciu uczniów. O jednym z nich, Juliuszu hr. Ostrowskim z Warszawy, autorka pisze, że ze swym opiekunem prof. Wacławem Iwanowskim udał się do Bielska „aby zakupić jesienne palto i uniform szkolny” (1938 r.), zapewne w jednym z wytwornych tutejszych sklepów, jakich brakowało w Pszczynie. Z kolei w końcu lat 30. arystokraci-tenisiści pokonali drużynę z gimnazjum niemieckiego w Bielsku (synów przemysłowców i urzędników), co było ponoć głośnym wyczynem. A na przykład w 1933 r. grupa internistów przyjechała do hotelu „Prezydent” na „herbatę i ciastka”. Tak, były czasy, gdy bielskie lokale przyciągały oryginalnych gości z daleka.

11.VIII 2011. Trwa publikowanie spuścizny epistolograficznej nieco zapomnianej (a i wyszydzanej przez „Europejczyków”) polskiej poetki Marii Konopnickiej. Po grubym tomie listów do męża, ukazał się niedawno (Warszawa 2010) zbiór pt. „Marii Konopnickiej listy do synów i córek” w opracowaniu Leny Magnone. Jak w poprzednich tomach, zainteresowały mnie głównie listy i kartki z Białej i Mikuszowic, pochodzące z 1896 roku. Jest ich teraz w sumie 9. Najważniejszy to list pierwszy, z 17 lipca, napisany do Zofii Królikowskiej i Laury Pytlińskiej nazajutrz po przybyciu do „wsi śląskiej Nikelsdorf”. Znajdujemy w nim dokładny opis willi dr. Stekela, na którego „stryszku – bardzo porządnym” zamieszkała. Właściciela określiła lapidarnie – „adwokat [dr Józef] Stekel, Żyd ze Lwowa, ale przyzwoity” (poetka, mówiąc oględnie, nie lubiła Żydów). Wspomniała o kąpielach w rzece Białce i tramwaju elektrycznym do Bielska.
       Inny, soczysty opis obyczajów w Cygańskim Lesie znajdujemy w liście do wspomnianej Zofii z 27 lipca: „Zakątek ten cichy (…) w dnie powszechne, staje się istnym piekłem w święto, bo cały Bielsk wylega na spacer w te okolicę, z przekąskami, harmonijkami, fletami, piłkami i wrzaskiem, śpiewem – tak, że się wychylić z domu niepodobna. Cała fabryczna ludność odbywa wilegiaturę wtedy”.
      Kto jeszcze pamięta te robotnicze i drobnomieszczańskie spędy do Cygańskiego Lasu, czynne jeszcze w latach 60. XX wieku?    

2.IX 2011. Trzymam w ręku albumowe wydanie pracy Alfreda Znamierowskiego zatytułowanej „Pieczęcie i herby Śląska Cieszyńskiego” (Górki Wielkie-Cieszyn 2011). Sam temat długo czekał na swojego nowego badacza, ponieważ ostatni raz zajmował się nim nestor polskich heraldyków prof. Marian Gumowski przed 1939 r. Jego praca w znacznej mierze zdezaktualizowała się pod względem merytorycznym, chociaż niektóre samorządy nadal na niej się opierają w swym majstrowaniu herbów miejscowości. Teraz pojawił się kontynuator z Warszawy, aktualnie mieszkający w Górkach Wielkich, który pod auspicjami swego Instytutu Heraldyczno-Weksylologicznego (!) i Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie wydał omawiany album. Jego niewątpliwie wielką zaletą jest piękna szata graficzna, mnogość i jakość ilustracji pieczęci i herbów, będąca wynikiem żmudnej kwerendy archiwalnej i bibliotecznej oraz doskonałego druku wykonanego w Czeskim Cieszynie. Pod tym względem książka nie ma sobie równych w dotychczasowej bibliografii historycznej Śląska Cieszyńskiego.     
      Niestety drukarsko-ilustracyjny majstersztyk psuje zawartość narracyjna książki, momentami amatorska i z licznymi błędami merytorycznymi. Wrażenie takie robi już wprowadzający zarys historii księstwa cieszyńskiego, z zawartym ustępie o państwie-księstwie bielskim oraz tekst o jego ludności i wyznaniach. Podobnie jest z innym podrozdziałami (zob. tylko fatalna tablica o najstarszych wzmiankach o miejscowościach, w tym w rejonie Bielska). Znacznie lepiej przedstawiają się szczegółowe opisy samych obiektów w części głównej albumu, prezentującej poszczególne miejscowości, przy czym wyraźnie brakuje autorowi spojrzenia analitycznego w tym przeglądzie i wyciągania odpowiednich wniosków.
       W tym kontekście nie dziwią błędy zawarte w końcowej części albumu poświęconej powiatowi bielskiemu (s. 129-161), począwszy od prezentacji kontrowersyjnego jego herbu wymyślonego niedawno przez Autora (zob. mój artykuł polemiczny na stronie BBTH), przez herb Bielska (dziwne, że jego historię kończy na 1939 r.), po oczywiste bzdury na temat lewobrzeżnych dzielnic B-B (np. w Wapienicy nie ma kościoła ewangelickiego i nie powstała ona w XIV w., a prezentowana rzekoma nowsza pieczęć gminna Mikuszowic Śląskich jest pieczęcią dawnej prawobrzeżnej gminy Mikuszowice, czyli obecnej dzielnicy Mikuszowice Krakowskie). Podobne usterki znajdujemy w opisach innych miejscowości powiatu bielskiego. Podważają one mocno wartość naukową całego opracowania. Ale pooglądać można.

16.IX 2011. Ukazała się nowa wersja cotygodniowego bielskiego dodatku do „Dziennika Zachodniego” (przypomnijmy: właściciel niemiecki, opcja polityczna pisma – PO, ostatnio z dodatkiem sympatii dla RAŚ) pt. „bielsko-biała nasze miasto”, a w nim ponoć stały cykl popularno-historyczny pióra redaktora Jacka Drosta zatytułowany „Takie było miasto”. Autor wybrał na temat swojego pierwszego artykułu cyklu wizyty cesarza austriackiego Franciszka Józefa I w naszym dwumieście. Znamienny wybór.
      Przy okazji powstaje zasadnicze pytanie: kim dla współczesnych bielszczan jest ten habsburski władca (część na pewno nie wie o kogo chodzi): sentymentalną postacią, reklamowym znakiem (piwo żywieckie), jednym z elementów tożsamości Bielska i Białej, czy też dobrotliwym, miłującym pokój i szerzącym tolerancję władcą?
      Przy całym swoim zawodowym zainteresowaniu tą nieprzeciętną niewątpliwie postacią historyczną, traktuję go za władcę obcego i wrogiego Polsce mocarstwa rozbiorowego i dlatego nie widzę powodu, aby był lansowany w kulturze regionalnej. Szanujmy się.
       A propos: dlaczego z okazji tzw. święta ulicy 11 Listopada obwozi się corocznie kolasą jakiegoś gościa „grającego FJI”? To niemal komiksowy chichot – 11 listopada 1918 roku Europa likwidowała właśnie jego cesarstwo (12 ogłoszono w Wiedniu Republikę), skazując na wieczne wygnanie z Austrii jego następcę!

23.IX 2011. Dzisiaj w „Dzienniku Zachodnim” już mniej kontrowersyjny artykuł p. Drosta – „Jak rodziły się nasze sikawki”, chociaż tytuł jest bardzo dwuznaczny ( w guście ostatniej sceny z filmu „Seksmisja”). To przykład jak w dziennikarskim zapale można „spalić” historyczny temat.
 
26.IX 2011.  Sięgam do trzeciego numeru bielskich „Relacji/Interpretacji” (zob. także uwagi w moim Blogu), znajdując w nim cenny, piąty już szkic naszego kolegi Piotra Keniga na temat rodziny fabrykantów sukna Zipserów z Bielska. Tym razem mowa o familii Friedricha Adolfa Zipsera i jego potomkach, jak zwykle fachowo rozpracowanej przez Autora pod względem genealogicznym i własnościowo-topograficznym. Na podstawie tych szkiców aż prosi się o napisanie sagi którejś z bielskich rodzin przemysłowych, może nawet na wzór słynnej sagi rodu Forsyth’ów. Tym bardziej, że okolicznością rzucającą się w oczy w szkicach Keniga są losy córek fabrykantów z B-B, wydawanych stosownie do swej pozycji za takich samych, jak ich ojcowie, przedsiębiorców.

30.IX 2011. Wiadomość o niedalekich w czasie przenosinach zakładów „Lenko” do Wilkowic, zawarta w kolejnym tekście cyklu historycznego w „Dzienniku Zachodnim” zasmuca. W sytuacji odejścia ostatniego z dawnych gigantów włókienniczych z miasta zakończy się definitywnie pewien rozdział w jego historii. Co prawda zgodnie ze strategią w tej branży, gdyż już w latach 30. XX w. zadecydowano o przeniesieniu fabrycznych gigantów z Bielska i Białej do okolicznych wiejskich miejscowości.

6.X 2011.  Kolega Jacek Kachel niezmordowanie publikuje cykl przeglądów prasy pt. „Sto lat temu w Bielsku i Białej” na łamach „Kuriera Radia Bielsko”, uzupełniając go reprodukcjami zamieszczanych wówczas karykatur. Na pewno jest to warta zauważenia forma edukacji historycznej, chociaż wymaga ona minimalnej wiedzy na temat miejsca zajmowanego przez  Bielsko i Białą w Austrii w 1911 r.

7.X 2011. Interesujące zdjęcia z otwarcia lotniska w Aleksandrowicach w 1936 r. w „Dzienniku Zachodnim” wraz z ostatnim, niestety tekstem historycznym Jacka Drosta z cyklu „Tym żyło miasto”.

22.X 2011. Otrzymałem sympatyczną broszurkę śp. dr Olgierda Kossowskiego pt.„ Z dziejów Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Bielsku-Białej” (Bielsko-Biała 2010), napisaną przez jego długoletniego prezesa (od 1976 r.) i opatrzoną jego biogramem. To krótka historia jednej z bielskich organizacji społecznych o ambicjach naukowych, założonej w 1952 r., będąca zarazem pełną szacunku opowieścią o znanych lekarzach B-B (nie bez aluzji anegdotycznych). Tego typu drukowane (dzięki Urzędowi Miejskiemu) zarysy powinny mieć właściwie wszystkie bielskie organizacje społeczne, by utrwalić swoje istnienie i działania. Niestety mało kto o tym myśli (niedawno zrobił to np. bielski KIK), w rezultacie powstają niepowetowane luki w wiedzy o życiu społecznym naszych czasów.  
     
6.XI 2011. Cieszyn, w przeciwieństwie do zaściankowego Bielska, uwija się szybko z wydawnictwami regionalnymi. Właśnie otrzymałem przesyłkę z kolejnym „Kalendarzem cieszyńskim”, tym razem na rok 2012. Na skutek namów wiceprezesa Macierzy, p. Mariusza Makowskiego, znalazł się w nim i mój artykuł o przemysłowcu i pośle Franciszku Strzygowskim juniorze, właścicielu dóbr ziemskich Grodziec. Mam tylko nadzieję, że w oparciu o nowe ustalenia źródłowe uda mi się w przyszłości ten temat pogłębić. Innym akcentem z naszego miasta są w kalendarzu cytaty prasowe z lotów słynnego pioniera polskiego lotnictwa Michała hr. Scipio del Campo nad Białą w 1912 roku, zamieszczone w artykule Grzegorza Kasztury pt. „Scipio del Campo nad Cieszynem”.
       Poza kilkoma drobnymi wzmiankami o Bielsku znajdujemy jeszcze krótki szkic o dawnym lekarzu z Bielska i Białej, dr Zygmuncie Dadlezie (1887-1962), twórcy sanatorium przeciwgruźliczego w Istebnej.

17.XI 2011.  Odnotowuję tylko wydanie przez Stowarzyszenie „Dom Polski” w Bielsku-Białej okolicznościowej książeczki pt. „Ksiądz Stanisław Stojałowski i jego kontynuatorzy” opracowanej przeze mnie (szkic „Działalność księdza Stojałowskiego na terenie Bielska i Białej”) i p. Tadeusza Wojciucha (szkic „Historia powstania Stowarzyszenia Dom Polski w Bielsku-Białej 1997-2011”). Całość bogato ilustrowana, przy czym warto zauważyć, że ostatnią fotografią zamieszczoną w podstawowym tekście jest scena z pogrzebu Prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego – jednej z ofiar zamachu smoleńskiego A.D. 2010. W planach Stowarzyszenia miał odsłaniać tablicę Józefa Piłsudskiego w B-B…
    
10.XII 2011. Kolejny szkic kolegi Piotra na temat rodzin fabrykantów bielskich, zamieszczony w numerze 4 „Relacji/Interpretacji”. Tym razem pierwsza część opowieści o słynnych Jankowskich, właścicielach jednej z najbardziej znanych w I połowie XX w. w Europie firm sukienniczych. Autor dezawuuje dotychczasowe poglądy o polskich początkach rodu, są one raczej czeskie. W każdym razie bielscy fabrykanci byli już wszyscy bez wyjątku Niemcami i w przeciwieństwie do większości fabrykantów, katolikami. Niewątpliwie ciekawostką szkicu jest wzmianka o posiadaniu przez Jankowskich w latach 1864-1912 majątku ziemskiego Dolna Stara Wieś (z której pochodzi kardynał Kazimierz Nycz). Tym samym wpisali się oni w poczet wielkich przemysłowców bielsko-bialskich i zarazem posiadaczy ziemskich (z najbogatszym z nich Franzem Strzygowskim na czele).
 
18.XII 2011. Do pokaźnego już w mej bibliotece stosu niemieckich broszur ziomków bielskich dorzuciłem właśnie już 41 numer biuletynu „Bielitz-Bialaer Rundbrief aus Hannover” (z datą 15 listopad), redagowanego przez niezmordowanego Roberta Piescha. Niestety, tym razem nie zawiera on, jak w poprzednich numerach, interesujących wspomnień historycznych z dwumiasta (zamieszczono jedynie obszerny życiorys pastora dr. T. Haase’go), skupiając się na sprawach organizacyjnych i opisach wycieczkowych (również współczesnego B-B). Niemniej dowiadujemy się, że aktualnie Towarzystwo Niemców w B-B liczy już tylko 70, przeważnie starych, osób (w 1991 r. było ich 500). A więc ostatecznie Niemcy bielscy podzielili los tutejszych Żydów (nie z własnej woli), nie licząc się w demograficznym obrazie miasta. Jest także wzmianka o przymusowym wyjeździe grupy około 1.500 Niemców z Bielska 12 sierpnia 1946 r., m.in. skoszarowanych w hotelu „Prezydent”. Nowością są wzmianki o wymianie młodzieży polskiej z B-B i niemieckiej, wydawnictwach bielskich i spotkaniu z władzami miejskimi przy okazji Festiwalu Miast Partnerskich.
      
30.XII 2011. Stary rok pożegnałem opasłym tomem nieżyjącego już niemieckiego historyka i teologa ewangelickiego Oskara Wagnera, rodem z dawnej Galicji traktującym o historii Kościoła ewangelickiego w Księstwie Cieszyńskim, w tym także w Bielsku w latach 1545-1920. Nosi on wymowny tytuł „Kościół macierzysty wielu krajów”, pod którym to pojęciem kryje się znany Kościół Jezusowy („łaski”) w Cieszynie jako kościół trzech narodów. Jest to polskie tłumaczenie dzieła, które ukazało się w 1978 r., stąd reprezentuje ówczesny stan wiedzy historycznej na ten temat (nie bez powtórzenia szeregu błędów poprzednich autorów). Tom, pięknie wydrukowany przez bielską „Augustanę”, nie jest łatwy w czytaniu, zawiera bowiem nie tylko opis wydarzeń historycznych, ale także obszerne biogramy przywódców religijnych (np. ks. Karla Schneidera i ks. Teodora Haase z Bielska), analizy położenia prawnego chrześcijaństwa ewangelickiego na tym terenie oraz występujących w nim prądów teologicznych i liturgicznych, oraz narodowych. Wszystko to na tle wydarzeń religijnych w całej monarchii Habsburgów, ze szczególnym naciskiem na czasy od Józefa II do końca istnienia monarchii austro-węgierskiej. Chociaż praca Wagnera oparta została tylko na źródłach austriackich i niemieckich oraz obszernej literaturze (m.in. na pracach bielszczan A. Schmidta i R. Wagnera), także polskiej, dostarcza nam syntetycznego spojrzenia na całe zagadnienie i godna jest uwagi każdego lokalnego miłośnika historii życia wyznaniowego.
         Nie w sposób wyliczyć w tym miejscu wszystkie wątki związane z Bielskiem i Białą (tylko po 1772 r.) zawarte w dziele Wagnera. Większość jest znana z opracowań polskich, wymienię tylko te zjawiska, które zwróciły moją uwagę:
 - autor wprowadza i używa celnego terminu „protestantyzm cieszyńsko-bielski”, uzasadniając i określając jego specyfikę (np. brak wpływów i obecności kalwinistów). Termin ten, nie wiedzieć dlaczego, jakoś nie przyjął się nie tylko w polskiej historiografii lokalnej (chyba powodu z lokalnych animozji), a nawet, mam takie wrażenie, we współczesnym życiu religijnym w Diecezji Cieszyńskiej Kościoła ewangelicko-Augsburskiego z siedzibą w Bielsku-Białej). Wagner podkreśla przy tym, że to Bielsko stało się w epoce tolerancji (po 1781 r.) i później centrum śląskiego protestantyzmu.
  -  podobnie ma się sprawa z wagnerowskim terminem „Kościół świecki” na oznaczenie okresu od połowy XVII w. do 1781 r., gdy Kościół ewangelicki nie był tolerowany w monarchii. Zamiast niego używa się w Polsce pojęcia „Kościoła podziemnego”, kojarzącego się z zupełnie innym kontekstem w XX w.
-  wpływ pietyzmu z Halle i Cieszyna na mieszczaństwo bielskie po 1725 r.
 - bogactwo i ofiarność parafii bielskiej, zwłaszcza w utrzymaniu szkolnictwa ewangelickiego. Bielsko było od 1867 r. jego ( i całej duchowości protestanckiej) centrum w skali całej Austrii ze względu na funkcjonowanie seminarium nauczycielskiego, a potem i seminarium duchownego.
 - zderzenie między neoluteranizmem ks. Otto, zwolennika polonizacji cieszyńsko-bielskiego protestantyzmu, a neoprotestantyzmem ks. Haase, teologa liberalnego i zwolennika utrzymania niemieckiego charakteru Kościoła ewangelickiego.
 - interesujący opis mało znanego austriackiego Kulturkampfu (1855-1874), czyli ataku liberałów na konkordat i pozycję Kościoła katolickiego, przy aktywnym udziale miasta i mieszczaństwa Bielska. I jego kontynuacji, czyli ruchu „Los von Rom”, który zresztą na terenie B-B nie przyniósł żadnych sukcesów.
     Wśród błędów Autora wyliczę przede wszystkim nagminne stosowanie błędnego terminu „hrabstwo bielskie” na oznaczenie bielskiego państwa stanowego, utworzonego w 1572 r. i przetrwałego do 1752 r.

4.I 2012. Kładka dla pieszych nad Białą przy ul. 1 Maja (koło AQY) ma swoją bogatą historię, nie tylko budowlaną. 28.VI 1914 r. była miejscem starcia polsko-niemieckiego, natomiast w 1934 r. znajdowała się w tak katastrofalnym stanie (całkowicie zbutwiała), że trzeba ją było rozebrać i wznieść zupełnie nową. Oba miasta porozumiały się w tej sprawie, ogłaszając przetarg, który wygrała firma Emanuel Rosta z Białej. Zrealizowała ona zamówienie wycenione na 2.077 zł w ciągu 3 tygodni, przy czym w umowie z nią miasto Biała zastrzegło, że do robót niefachowych firma winna skorzystać z bialskich bezrobotnych, którzy w ten sposób mogli zarobić kilka złotych. Kosztami budowy kładki oba miasta tradycyjnie podzieliły się po połowie. Jej odbiór techniczny odbył się 16 czerwca 1934 r. Całą dokumentację tej inwestycji wraz z projektami możemy znaleźć w archiwum bielskim.
     Ówczesne samorządy obu miast, na swój sposób zwalczając szalejące bezrobocie w latach 30. XX w. (w skutkach dotkliwsze niż obecne), starał się aktywnie wykorzystać wszelkie możliwości zatrudnienia ludzi bez pracy, choćby na kilka tygodni, by ulżyć ich losowi. O takiej postawie (obowiązku!) w naszym Bielsku-Białej już dawno zapomniano.

11.01.2012. Ukazała się, cokolwiek spóźniona (miała być na 1 listopada), broszurka mego autorstwa pt. „Groby burmistrzów, komisarzy rządowych i prezydentów Białej, Bielska i Bielska-Białej”, wydana przez Urząd Miejski w B-B. Zawiera bardzo skrócone biogramy 22 osób, przy czym po raz kolejny okazało się, że na podstawie dostępnych źródeł i opracowań można dość dobrze scharakteryzować i ocenić postacie sprzed 1939 roku, natomiast z braku lub szczątkowego charakteru takowych istnieją kłopoty w przedstawieniu osób sprawujących urząd po 1945 r. W dodatku na temat ich działalności i motywów nie można powiedzieć wiele pewnego z uwagi na samą ideologiczną kontrowersyjność urzędników komunistycznego systemu, będącego przecież systemem zbrodniczym! Jak dalece w nim tkwili? Powstają także pytania o ich związki z UB-SB oraz WSI. W konsekwencji miałem w ich przypadku dylemat historyczny i moralny. Tu przypomina się stara opinia jednego z emigracyjnych dziennikarzy: „Trzeba było być nie lada świnią, by godzić się na piastowanie choćby podrzędnej funkcji w aparacie partyjnym PZPR”.

16.01.2012. Odkryłem nowe wydawnictwo bielskie – Dragon sp. z o.o. z ul. Bohaterów Warszawy 17/9, które w 2011 roku wydało serię albumów o różnych sferach życia w II Rzeczypospolitej. Przeczytałem akurat album o elitach, napisany barwnym językiem. Chociaż nie treść jest tu najważniejsza, a kapitalne ilustracje bardzo dobrej jakości. Większość pochodzi z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie. Warto zwrócić nań uwagę. Album niestety skupia się na Warszawie, nic o Bielsku w nim nie znajdziemy. A książka o bielsko-bialskich elitach (do 1939 r.) czeka na swego autora!

23.01. 2012. Ostatnio przybywa różnych publikacji o naszym mieście, co widać zresztą po tym cyklu. Przede mną najnowsza produkcja, wydana w twardej okładce, licząca 200 stron, książka Jacka Kachela pt. „Był rok 1911…” z dopiskiem „Sto lat temu na Podbeskidziu” (rzecz jasna, pojęcie to niemal nie funkcjonowało w 1911 r.). Jest to typowy autorski, aczkolwiek pozbawiony większych komentarzy, przegląd prasy lokalnej, głównie polskiej i polskojęzycznej (także krakowskiej i lwowskiej) oraz fragmentarycznie prasy niemieckiej (cieszyńskiej i wiedeńskiej). Prezentowane są wzmianki oraz obszerne cytaty całych artykułów prasowych na temat problemów i wydarzeń z licznych miejscowości od Cieszyna po Wadowice, od Oświęcimia po Ujsoły i Milówkę. Około połowa informacji dotyczy Bielska, Białej oraz samodzielnych wówczas wiosek Hałcnów, Lipnik i Mikuszowice. Tematyka prawdziwie almanachowa – od polityki lokalnej, problemów narodowościowych, gospodarczych, oświatowych po kroniki obyczajowe i kryminalne. Każdy czytelnik, miłośnik regionu, może tu znaleźć coś ciekawego i odbyć, zgodnie z zamierzeniem autora „sentymentalną podróż w czasie”, znajdując „miłą rozrywkę”. Polecam na przykład pyszny opis galicyjskiego rajdu samochodowego z metą u arcyksięcia Karola Stefana Habsburga w Żywcu, czy mało znane opisy pogrzebu ks. Stanisława Stojałowskiego.

Jednak mnogość informacji, skądinąd ciekawych, jest zarazem słabością tego popularnego dzieła. Obawiam się, że dla nieprzygotowanego czytelnika, przeciętnego miłośnika regionu większość wymienianych nazwisk i instytucji nic nie mówi, gdyż nie należą one do „podręcznikowych” pojęć i biogramów. Aż prosi się o krótkie przypisy je wyjaśniające, co zresztą znakomicie wzbogaciłoby wydawnictwo.

Publikacja, wbrew zdaniu recenzenta dr. hab. Andrzeja Nowakowskiego, nie jest oczywiście „rekonstrukcją wydarzeń w ówczesnym Bielsku, Białej i okolicach”, nie ma zresztą takich ambicji, stanowi natomiast solidne opracowanie paroźródłowe, mogące być wykorzystane w pracach popularno-naukowych na temat regionu. I w tym leży jej znaczenie, plus zestaw ciekawych i unikalnych fotografii z epoki. Nie od rzeczy będzie także zauważyć prezentację publikacji członków BBTH z ostatnich dziesięciu lat oraz samego towarzystwa i jego imprezy z 11 listopada ubr. Nie zabrakło także pewnych błędów nazewniczych (np. w nierozróżnianu dwóch wiosek Mikuszowice) i chochlików drukarskich (pomyłki w numeracji przypisów, określeniach „bialski” i „bielski”). Niektóre są nawet zabawne.

Z całej książki najmniej podoba mi się przednia okładka. Panie Jacku – cóż to znaczy – kobitka na knurze??

31.01.2012. Z dawno wydanej książeczki (Oświęcim 1994) nieżyjącego już popularyzatora historii miasta Oświęcimia i regionu, Jana Ptaszkowskiego na temat sanktuarium Matki Bożej Wspomożycieli Wiernych (dawny kościół dominikański) wynika kilka interesujących szczegółów dotyczących naszych terenów. Okazuje się na przykład, że bombardowań przemysłowych instalacji w rejonie Oświęcimia przez lotnictwo bombowe USA było kilka – od pamiętnego naloty z 20 sierpnia 1944 r., który uszkodził także rafinerię czechowicką, przez ciężki nalot w dniu 7 października, po ostatni z serii w dniu Bożego Narodzenia 1944 r. Wszystkie były bardzo dobrze widoczne ze wzgórz i gór dzisiejszego Bielska-Białej, chociaż wielu świadkom przeważnie zlewały się w pamięci w jeden wielki nalot „latających fortec”. Dokonane wówczas zniszczenia były m.in. likwidowane przez kilka budowlanych firm bielskich takich jak Wilhelm Riedel (znana ze wzniesienia komór gazowych w Auschwitz), czy Bielsko-Bialska Spółka Budowlana S.A. (dawny Korn).

A organy z kościoła dominikańskiego pw. św. Jacka trafiły około 1818 roku do świątyni w Lipniku, gdzie zapewne uległy zniszczeniu czasie jej pożaru w 1884 r.

11.01.2012.  Ukazała się, cokolwiek spóźniona (miała być na 1 listopada), broszurka mego autorstwa pt. „Groby burmistrzów, komisarzy rządowych i prezydentów Białej, Bielska i Bielska-Białej”, wydana przez Urząd Miejski w B-B. Zawiera bardzo skrócone biogramy 22 osób, przy czym po raz kolejny okazało się, że na podstawie dostępnych źródeł i opracowań można dość dobrze scharakteryzować i ocenić postacie sprzed 1939 roku, natomiast z braku lub szczątkowego charakteru takowych istnieją kłopoty w przedstawieniu osób sprawujących urząd po 1945 r. W dodatku na temat ich działalności i motywów nie można powiedzieć wiele pewnego z uwagi na samą ideologiczną kontrowersyjność urzędników komunistycznego systemu, będącego przecież systemem zbrodniczym! Jak dalece w nim tkwili? Powstają także pytania o ich związki z UB-SB oraz WSI. W konsekwencji miałem w ich przypadku dylemat historyczny i moralny. Tu przypomina się stara opinia jednego z emigracyjnych dziennikarzy: „Trzeba było być nie lada świnią, by godzić się na piastowanie choćby podrzędnej funkcji w aparacie partyjnym PZPR”.

16.01.2012.  Odkryłem nowe wydawnictwo bielskie – Dragon sp. z o.o. z ul. Bohaterów Warszawy 17/9, które w 2011 roku wydało serię albumów o różnych sferach życia w II Rzeczypospolitej. Przeczytałem akurat album o elitach, napisany barwnym językiem. Chociaż nie treść jest tu najważniejsza, a kapitalne ilustracje bardzo dobrej jakości. Większość pochodzi z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie. Warto zwrócić nań uwagę. Album niestety skupia się na Warszawie, nic o Bielsku w nim nie znajdziemy. A książka o bielsko-bialskich elitach (do 1939 r.) czeka na swego autora!

23.01. 2012.  Ostatnio przybywa różnych publikacji o naszym mieście, co widać zresztą po tym cyklu. Przede mną najnowsza produkcja, wydana w twardej okładce, licząca 200 stron, książka Jacka Kachela pt. „Był rok 1911…” z dopiskiem „Sto lat temu na Podbeskidziu” (rzecz jasna, pojęcie to niemal nie funkcjonowało w 1911 r.). Jest to typowy autorski, aczkolwiek pozbawiony większych komentarzy, przegląd prasy lokalnej, głównie polskiej i polskojęzycznej (także krakowskiej i lwowskiej) oraz fragmentarycznie prasy niemieckiej (cieszyńskiej i wiedeńskiej). Prezentowane są wzmianki oraz obszerne cytaty całych artykułów prasowych na temat problemów i wydarzeń z licznych miejscowości od Cieszyna po Wadowice, od Oświęcimia po Ujsoły i Milówkę. Około połowa informacji dotyczy Bielska, Białej oraz samodzielnych wówczas wiosek Hałcnów, Lipnik i Mikuszowice. Tematyka prawdziwie almanachowa – od polityki lokalnej, problemów narodowościowych, gospodarczych, oświatowych po kroniki obyczajowe i kryminalne. Każdy czytelnik, miłośnik regionu, może tu znaleźć coś ciekawego i odbyć, zgodnie z zamierzeniem autora „sentymentalną podróż w czasie”, znajdując „miłą rozrywkę”. Polecam na przykład pyszny opis galicyjskiego rajdu samochodowego z metą u arcyksięcia Karola Stefana Habsburga w Żywcu, czy mało znane opisy pogrzebu ks. Stanisława Stojałowskiego.   

Jednak mnogość informacji, skądinąd ciekawych, jest zarazem słabością tego popularnego dzieła. Obawiam się, że dla nieprzygotowanego czytelnika, przeciętnego miłośnika regionu większość wymienianych nazwisk i instytucji nic nie mówi, gdyż nie należą one do „podręcznikowych” pojęć i biogramów. Aż prosi się o krótkie przypisy je wyjaśniające, co zresztą znakomicie wzbogaciłoby wydawnictwo.

Publikacja, wbrew zdaniu recenzenta dr. hab. Andrzeja Nowakowskiego, nie jest oczywiście „rekonstrukcją wydarzeń w ówczesnym Bielsku, Białej i okolicach”, nie ma zresztą takich ambicji, stanowi natomiast solidne opracowanie paroźródłowe, mogące być wykorzystane w pracach popularno-naukowych na temat regionu. I w tym leży jej znaczenie, plus zestaw ciekawych i unikalnych fotografii z epoki. Nie od rzeczy będzie także zauważyć prezentację publikacji członków BBTH z ostatnich dziesięciu lat oraz samego towarzystwa i jego imprezy z 11 listopada ubr. Nie zabrakło także pewnych błędów nazewniczych (np. w nierozróżnianu dwóch wiosek Mikuszowice) i chochlików drukarskich (pomyłki w numeracji przypisów, określeniach „bialski” i „bielski”). Niektóre są nawet zabawne.

Z całej książki najmniej podoba mi się przednia okładka. Panie Jacku – cóż to znaczy – kobitka na knurze??

31.01.2012.  Z dawno wydanej książeczki (Oświęcim 1994) nieżyjącego już popularyzatora historii miasta Oświęcimia i regionu, Jana Ptaszkowskiego na temat sanktuarium Matki Bożej Wspomożycieli Wiernych (dawny kościół dominikański) wynika kilka interesujących szczegółów dotyczących naszych terenów. Okazuje się na przykład, że bombardowań przemysłowych instalacji w rejonie Oświęcimia przez lotnictwo bombowe USA było kilka – od pamiętnego naloty z 20 sierpnia 1944 r., który uszkodził także rafinerię czechowicką, przez ciężki nalot w dniu 7 października, po ostatni z serii w dniu Bożego Narodzenia 1944 r. Wszystkie były bardzo dobrze widoczne ze wzgórz i gór dzisiejszego Bielska-Białej, chociaż wielu świadkom przeważnie zlewały się w pamięci w jeden wielki nalot „latających fortec”. Dokonane wówczas zniszczenia były m.in. likwidowane przez kilka budowlanych firm bielskich takich jak Wilhelm Riedel (znana ze wzniesienia komór gazowych w Auschwitz), czy Bielsko-Bialska Spółka Budowlana S.A. (dawny Korn).        

A organy z kościoła dominikańskiego pw. św. Jacka trafiły około 1818 roku do świątyni w Lipniku, gdzie zapewne uległy zniszczeniu czasie jej pożaru w 1884 r.

22.03.2012.   Jako wieloletni miłośnik tramwajów, szczególnie starych, zabrałem się ochoczo do studiowania pięknego albumu przywiezionego właśnie z Cieszyna. Ten liczący 150 stron w formacie A-4 tom, jest koprodukcją polsko-czeską pod kierownictwem Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie (autorzy i redaktorzy – Marian Dembiniok i Mariusz Makowski) i nazywa się „Tramwajem po Cieszynie/Tramvaji po Těsine”. Wydany został zresztą w 2008 roku w czterech wersjach językowych (dochodzi jeszcze niemiecki i angielski), co samo w sobie stanowi rzadki przykład na wskroś europejskiej edycji. Otwiera go krótki wstęp o w sumie niedługiej historii cieszyńskiego tramwaju (1911 – 1921), warto przy tym dodać, ze była to ostatnia linia tramwajowa, jaka powstała w monarchii austro-węgierskiej. Na stronie 18 znajduje się nawet wzmianka o Bielsku, a mianowicie o jednym z wagonów cieszyńskich sprzedanych w 1921 r. do Bielska, a następnie w 1925 r. do Łodzi.

W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od pewnej dygresji. Otóż linia tramwajowa w Cieszynie została sfinansowana przez samorząd miejski, a więc podatników, których kosztowało to aż 400 tys. koron. Bielska linia tramwajowa z 1895 roku kosztowała co prawda ok. 560 tys. koron, ale była 3 razy dłuższa i nie kosztowała nic podatników, gdyż zbudowała ją prywatna spółka akcyjna, złożona m.in. z 110 bogatych obywateli Bielska, Białej i Lipnika. Porównanie kosztów wskazuje na – przy tym samym poziomie technicznym tramwajów – drożyznę inwestycji miejskich w stosunku do inwestycji prywatnej. Już wówczas było to oczywiste!

Główną treść albumu stanowi przeszło 200 (!) fotografii i pocztówek z epoki, ilustrujących funkcjonowanie komunikacji tramwajowej w nadolziańskim mieście. Większość z nich pochodzi ze zbiorów muzeum cieszyńskiego oraz prywatnych kolekcjonerów. Wiele z nich to rewelacyjne zapisy! Zostały one logicznie ułożone w ciąg podróżny prowadzący od początku blisko 2-kilometrowej trasy, czyli dworca kolejowego (obecnie w Czeskim Cieszynie) przez most i rynek do końca trasy na tzw. Wyższej Bramie. Przy okazji zwiedzamy urokliwe miasto w czasach Franciszka Józefa I. Świetny i udany pomysł, a wrażenia pogłębia kredowy papier i doskonała jakość komputerowego wydruku większości fotografii. Można tylko zazdrościć cieszyniakom tego dzieła, a i sponsorów. Niestety Bielsko, pomimo znacznie dłuższej tradycji tramwajowej, nie zdobyło się na tego typu album, a przecież posiada z natury rzeczy znacznie więcej fotografii.

Dodam tylko, że jako autor jedynej monografii bielskich tramwajów (ale tylko do 1945 r.), byłem kilkakrotnie nagabywany w tej sprawie przez entuzjastów tego typu albumu, ale niestety przyszli oni bez pieniędzy…

Pamiątka setnej rocznicy śmierci ks. Stanisława Stojałowskiego

Napisane dnia Listopad 26th, 2011 przez jerzy.polak

Świętując przypadającą 23 października tego roku, setną rocznicę śmierci wybitnego kapłana i społecznika, gorącego patrioty polskiego, ks. Stanisława Stojałowskiego, patrona Stowarzyszenia Dom Polski w Bielsku-Białej, należy nie tylko przypomnieć pokrótce jego bogaty życiorys, ale także odpowiedzieć na pytanie, dlaczego czcimy jego postać w naszym mieście i co z dziedzictwa jego myśli i dokonań zostało aktualne po współczesne nam czasy.

       Stanisław Stojałowski był synem ziemi lwowskiej, urodził się 14 maja 1845 r. we wsi Zniesienie, w rodzinie szlacheckiej i patriotycznej, o dużej religijności katolickiej. Właśnie dom rodzinny stworzył podstawy jego tożsamości duchowej i kierunkom zainteresowań, dużą rolę odegrały tu zwłaszcza przykłady starszego rodzeństwa – brata Mieczysława, uczestnika powstania styczniowego i siostry Wandy, felicjanki. Już w młodości demonstrował patriotyczną, a zarazem buntowniczą naturę, wywołując we Lwowie uczniowskie zamieszki antyzaborcze, za co został wyrzucony z tamtejszego gimnazjum. Poczuł wówczas powołanie zakonne, wstępując do nowicjatu ojców jezuitów. W 1870 r. został wyświęcony w katedrze na Wawelu na kapłana zakonnego, a następnie skierowany na dalszą formację do ośrodków jezuickich w Belgii, gdzie zetknął się z ideami katolicyzmu społecznego i nowymi formami działalności społecznej duchownych katolickich. Doświadczenie to zadecydowało o całym jego późniejszym życiu.

        Dyskontował je od 1873 r., gdy po powrocie do Galicji został misjonarzem jezuickim, odwiedzającym dziesiątki wiejskich parafii. W czasie żarliwej pracy misyjnej ujawniły się dwa największe talenty tego kapłana: geniusz oratorski i agitacyjny, przekonywania i nawracania grzeszników, zagubionych w wierze i ateistów oraz związany z nimi talent pisarski, publicystyczny, a potem również dziennikarski. Był wziętym autorem wielu broszur  i książeczek katolickich, a na jego słynne kazania zdążało w latach 70. i 80. XIX w. tysiące chłopów. W 1875 r. odkupił we Lwowie dwa pisemka katolickie „Wieniec” i „Pszczółka”, z których uczynił jedne z najsłynniejszych polskich czasopism katolickich w XIX w., z czasem również o charakterze społeczno-politycznym. Przy pomocy wydawanych przez siebie pism, broszur, kalendarzy i ulotek wprowadził w działalności misyjnej i kapłańskiej nowoczesne, jak na ówczesne czasy, metody rozszerzania i umacniania wiary katolickiej, również poprzez wiece i zgromadzenia ludowe oraz agitację bezpośrednią.

     Trzeba jednak przyznać, iż prócz talentów i wykazywanej olbrzymiej energii, ujawniły się szybko także negatywne cechy jego charakteru: porywczość, buntowniczość, niefrasobliwość finansowa i wybujałe ambicje osobiste, a potem również polityczne, które naraziły go na liczne konflikty z przełożonymi i władzami świeckimi, a w końcu na różne porażki i niepowodzenia oraz procesy sądowe, głównie zresztą o obrazę czci. Z tych powodów już w 1875 r. rozstał się z zakonem jezuitów, zostając świeckim duchownym, najpierw wikariuszem w parafiach w Gródku Jagiellońskim i Lwowie, a od 1880 r. proboszczem w Kulikowie.

       Służenie Kościołowi nie wyczerpywało jego, wykazywanej przez całe życie, olbrzymiej energii, zadziwiającej wielu współczesnych mu ludzi. Już jako kaznodzieja dał się poznać także jako trybun ludowy, uświadamiający lud polski, tj. głównie chłopów, pod względem społecznym i narodowym. Zaczął im tłumaczyć dzieje i wielkie dzieła nieistniejącej pod zaborami Polski, przekonywać, że nie są żadnymi „cesarskimi chłopami” a wolnymi Polakami, równymi szlachcie, że są cząstką narodu polskiego, który musi w końcu odzyskać swą niepodległość i to głównie w oparciu właśnie o masy chłopskie (było to pokłosie narodowych rozważań nad klęską ostatniego powstania styczniowego). Agitował je do włączenia się w życie Kościoła oraz życie społeczno-polityczne zniewolonego narodu i do zajęcia aktywnej postawy wobec krzywd doznawanych ze strony zaborczej władzy i rodzimej szlachty, głosząc hasło wieszcza Zygmunta Krasińskiego „z szlachtą polską polski lud”. Idee te propagował z wielkim powodzeniem na wsi galicyjskiej, potem również w miastach, porywając za sobą tysiące zwolenników. Historiografia polska i przywódcy polityczni (jak np. Wincenty Witos) przyznała mu zgodnie miano pioniera rozbudzenia patriotycznego polskich chłopów w zaborze austriackim i twórcę nowoczesnego ruchu ludowego, o niepodważalnych zasługach.

      Należy w tym miejscu zaznaczyć, że ks. Stojałowski nigdy nie stworzył własnego programu politycznego, a w zagadnieniach wiary pozostał do końca życia wiernym zasadniczej linii Kościoła i naukom kolejnych papieży. Zwraca zwłaszcza uwagę upowszechnienie przez niego encyklik Leona XIII na czele ze słynną encykliką społeczną „Rerum novarum” z 1891 r., skierowującą uwagę na problem robotniczy i problem solidarności pracy w społeczeństwie kapitalistycznym jako kwestii samego Kościoła. Encyklika ta stała się podstawą solidarystycznych idei i haseł propagowanych przez ks. Stojałowskiego zwłaszcza w kręgach robotniczych i rzemieślniczych społeczeństwa polskiego. Pod względem rozpowszechniania i realizacji myśli katolicyzmu społecznego na ziemiach polskich niewątpliwie wyprzedził swoje pokolenie, zwiastując przemiany religijności polskiej w XX wieku. Jego wielkimi kontynuatorami na tym polu byli księża z następnych pokoleń – biskupi Adam Stefan Sapieha i Stefan Wyszyński.    

      Jednak przesłanie kapłana i jego działalność kaznodziejska, a także organizacyjna (od 1878 r. zakładał stowarzyszenia oświatowe, zawodowe, zapomogowe i kółka rolnicze) wśród warstw niższych ówczesnego społeczeństwa galicyjskiego spotkała się szybko z wrogością rządzących autonomiczną Galicją kręgów szlacheckich z tzw. stańczykami na czele, a z czasem również części konserwatywnie nastawionej hierarchii kościelnej. Szczególnie niechętny stosunek tych grup obejmował organizowanie przez ks. Stojałowskiego ogólnogalicyjskich, corocznych wieców chłopskich o charakterze katolicko-narodowym, w tym słynnego wiecu w Szczepanowie z okazji 800-lecia męczeńskiej śmierci swego imiennika, biskupa św. Stanisława oraz niemniej głośnej manifestacji 12-tysięcy chłopów w Krakowie z okazji 200-lecia wiktorii wiedeńskiej. Nieprzychylnie potraktowano także zapoczątkowane przez kapłana w 1877 r. pielgrzymki chłopskie do Ojca św. w Rzymie. Wzbudziły one wielki społeczny rezonans, a jemu samemu przyniosły godność papieskiego prałata domowego, otrzymaną z rąk papieża Piusa IX.

      Narastające działania organizacyjne i publicystyczne ks. Stojałowskiego, jego niekonwencjonalne metody agitacyjne oraz podjęte w połowie lat 80. przedsięwzięcia polityczne zmierzające do stworzenia parlamentarnej i sejmowej reprezentacji chłopów polskich spowodowały w końcu retorsje wymienionych kręgów – zwłaszcza cesarskiego namiestnika Galicji Kazimierza Badeniego oraz lwowskiego biskupa pomocniczego Jana Puzyny – wobec duchownego: uwikłanie go w liczne procesy sądowe, areszty i w końcu usunięcie go w 1890 r. z probostwa w Kulikowie. Kapłan nie pozostał dłużny swym prześladowcom, zwalczając ich na swój sposób, głównie przy pomocy wydawanych czasopism i licznych broszur politycznych oraz odwołań do rządu i cesarza w Wiedniu, które przyniosły korzystne dla niego rezultaty.

      W obawie jednak przed dalszymi prześladowaniami w tymże 1890 r. osiadł w śląskim Cieszynie u boku swego przyjaciela ks. Józefa Londzina, gdzie w latach 90. (z epizodem z zamieszkiwaniem w słowacko-węgierskiej Czadcy) prowadził szeroką działalność wydawniczą, organizacyjną i agitacyjną w duchu katolicko-narodowym i patriotycznym, m.in. wśród robotników przemysłowych Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego, wywodzących się w dużej mierze w Galicji. Na tym terenie organizował m.in. zawodowe związki chrześcijańskie, tzw. Bratnie Pomoce oraz polskie placówki oświatowo-kulturalne, wspierając zarazem działalność narodową innych polskich organizacji, jak na przykład Macierzy Szkolnej Księstwa Cieszyńskiego. Z Cieszyna zorganizował także w 1891 r. pierwszą polską pielgrzymkę chłopską do Ziemi Świętej.

      Okres cieszyński w jego życiu charakteryzowały także wielomiesięczne pobyty kapłana w więzieniach Lwowa, Krakowa, Budapesztu i Cieszyna spowodowane zemsta polityczną namiestnika Badeniego i innych polityków galicyjskich. W sumie w więzieniach przesiedział 9 lat, co jak na stosunki austriackie było przypadkiem wyjątkowym wśród duchownych.

       Od 1891 r. ks. Stojałowski był także suspendowany w kilku diecezjach galicyjskich, formalnie został także usunięty z Kościoła galicyjskiego i inkardynowany do diecezji słowackich i czarnogórskich. Zakazywano także czytania jego pism i wydawnictw. Pomimo tego odprawiał dla swych zwolenników w wioskach małopolskich liczne tajne nabożeństwa, co narażało go na kolejne prześladowania i dochodzenia policyjne, tym bardziej, że od 1892 r. współtworzył pierwsze polityczne partie chłopskie w Galicji: Związek Stronnictwa Chłopskiego, Stronnictwo Ludowe i własne Stronnictwo Chrześcijańsko-Ludowe, założone w 1896 r., którego organami zostały pisma „Wieniec” i „Pszczółka”. W tym czasie wystąpił również z ostrym atakiem na biskupów galicyjskich.

      Niezasłużone pobyty w więzieniach przyczyniły się także do radykalizacji poglądów społeczno-politycznych naszego trybuna ludowego i kontrowersyjnej współpracy w latach 1895-1897 z wrogami Kościoła, socjalnymi demokratami. Konflikt znalazł swą kulminację w postaci klątwy kościelnej rzuconej na kapłana przez papieża Leona XIII w 1896 r. „za nieposłuszeństwo”, która został jednak zdjęta po roku po ukorzeniu się ks. Stojałowskiego, przy wydatnym wsparciu go przez francuskie kręgi katolickie.

      Od tego momentu datuje się nie tylko zmiana w postępowaniu kapłana, który z czasem pogodził się z hierarchią galicyjską (pewną rolę odegrał tu biskup lwowski Józef Bilczewski), prócz nieprzejednanego do swej śmierci biskupa krakowskiego Jana Puzyny. Zmieniły się również jego poglądy polityczne. Pozostając trybunem ludowym, ewoluował ku sojuszowi z rządzącymi Galicją konserwatywnymi stańczykami, przystępując przy tym do zaciekłego zwalczania idei socjalistycznych jako zagrażających Kościołowi, wierze i stosunkom społecznym. Przyjął także postawę antysemicką w ramach wielkiego austriackiego ruchu chrześcijańsko-socjalnego. Jego antysemityzm nie miał jednak charakteru rasistowskiego, był poglądem wyłącznie ekonomicznym i politycznym, typowym dla stosunków polskich na początku XX w.

       Zmienił także swoje poglądy na drogę Polski do niepodległości, widząc ją w odległej perspektywie i możliwą do osiągnięcia na drodze wyłącznie ewolucji. Zarazem przyjął opcję nacjonalizmu nastawionego silnie antyniemiecko, co było wynikiem ówczesnej polityki Niemiec i Prus wobec Polaków. Jego nacjonalizm nastawiony był jednocześnie bardzo  prosłowiańsko, a z czasem prorosyjsko. W ten sposób w ciągu pierwszych lat XX w. przeszedł pod względem politycznym na pozycje bliskie narodowym demokratom Romana Dmowskiego, działającym pod trzema rozbiorami. Symbolicznym zwieńczeniem drogi ks. Stojałowskiego stało się połączenie w 1909 r. jego Stronnictwa Chrześcijańsko-Ludowego ze Stronnictwem Demokratyczno-Narodowym (wszechpolakami) w Związek Narodowo-Ludowy. Jednak w tym momencie nie miał już wielu zwolenników, a na terenach wiejskich jego wpływy przejęło zaciekle przezeń zwalczane Polskie Stronnictwo Ludowe Jana Stapińskiego. 

        Swoje poglądy polityczne i działalność społeczną kontynuował w tym czasie jako wieloletni i aktywny poseł (od 1898 r.) do parlamentu austriackiego, czyli Rady Państwa w Wiedniu oraz jako poseł do Sejmu Krajowego we Lwowie, w których to izbach był nie tylko rzecznikiem chłopów i robotników, ale także obrony narodu polskiego przed narastającą germanizacją. W swych wystąpieniach na tych forach nie był jednak wolny od politycznego populizmu i demagogii. Mimo takich skłonności należał niewątpliwie do grupy wyrazistych i wybitnych parlamentarzystów polskich epoki zaborów. Podsumowując jego galicyjską działalność, trzeba z przykrością stwierdzić, że jest obecnie postacią historyczną, jak wielu współczesnych mu indywidualności polskich, ogólnie zapomnianą.

        Na szczęście o ks. Stanisławie Stojałowskim nie zapomniano w Bielsku-Białej po 1989 r., do czego zobowiązują niewątpliwe zasługi wielkiego kapłana dla dwumiasta i jego społeczności polskiej związane z dwudziestu latami jego częstej w nim obecności (od 1891 r. do 1911 r.). Początkowo związki te polegały na organizowaniu w Białej przez ks. Stojałowskiego w latach 90. XIX w. politycznych wieców i zgromadzeń oraz tworzeniu organizacji kulturalno-oświatowych, politycznych i zawodowych związanych z jego ruchem: Stowarzyszenia Domu Robotniczego, kół Związku Stronnictwa Chłopskiego i Związku Chrześcijańsko-Socjalnego oraz pierwszego chrześcijańskiego związku zawodowego w Galicji – Związku Chrześcijańskich Robotników i Robotnic o dość radykalnym programie. Ich głównym celem było rozbudzenie aktywności społecznej miejscowych polskich robotników i chłoporobotników, a także uświadomienie ich pod względem narodowym i politycznym oraz przeciwstawienie się rozwijającemu się na terenie miasta ruchowi socjalnodemokratycznemu.

      Cele te zostały zrealizowane tylko częściowo. Praca formacyjna i agitacyjna uległa intensyfikacji wraz z osiedleniem się na stałe ks. Stojałowskiego w sąsiednim Bielsku w kwietniu 1901 r. (w 1904 r. przeniósł się ponownie do Białej) i uruchomieniem przez niego w październiku 1902 r. Domu Polskiego na Blichu, przewidzianego na siedzibę wszystkich polskich organizacji powstających w zdominowanym przez ludność niemiecką mieście Bielsku. Część z nich została założona przez samego kapłana, jak np. utrzymująca Dom Polski Spółka Ochrony i Pomocy Narodowej w Białej, czy koło Towarzystwa Szkoły Ludowej. W tym centrum życia narodowego bielskich Polaków znalazła się również redakcja i administracja jego pism. Ważnym fragmentem działalności ks. Stojałowskiego w Bielsku było również odprawianie nabożeństw polskich w kościele parafialnym p.w. św. Mikołaja, przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, co przyczyniło się do zachowania polskiej liturgii. Kapłan przyczynił się także do sprowadzenia do obu miast polskich sióstr zakonnych felicjanek z Krakowa, które już po jego śmierci otwarły w nich ochronki dla dzieci.

         Działalność ks. Stojałowskiego i Domu Polskiego spotkała się z zaciekłym przeciwdziałaniem ze strony nacjonalistów niemieckich z obu miast, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości faktu istnienia mniejszości polskiej i jej potrzeb społeczno-kulturalnych, stąd zwalczali każdy objaw polskości, a sam kapłan stał się obiektem ich fizycznych napaści. Spotęgowało to istniejący konflikt polsko-niemiecki i nacjonalistyczną postawę przywódców obu stron. Tu nie bez pewnej winy był nasz bohater, podchodzący do niektórych aspektów konfliktu zbyt dogmatycznie.

        Atakowali go również socjalnidemokraci, dla których był on przede wszystkim przeszkodą i rywalem w opanowaniu miejscowej warstwy robotników przemysłowych i ich „wyzwolenia”, jak to nazywali, spod wpływów Kościoła. Ks. Stojałowski podjął rywalizację, zwłaszcza w gorących pod względem strajkowym latach 1905-1907, i dzięki wspomnianym chrześcijańskim związkom zawodowym oraz Domowi Polskiemu powstrzymał postępującą dechrystianizację bielskich robotników i ich indoktrynację marksistowską teorią walki klas.

      Przede wszystkim jednak głównym celem działań naszego bohatera na terenie Bielska i Białej oraz ich okolic była wszczepienie w niewyrobiony społecznie lud polski polskiej świadomości narodowej i zatrzymanie trwających tu procesów asymilacji proniemieckiej. Odbywało się to nie tylko na drodze agitacji politycznej, ale przede wszystkim poprzez propagowanie kultury i historii polskiej za pomocą amatorskiego teatru i chóru w Domu Polskim, obchody świat narodowych, książkę, prasę, czasopisma i czytelnictwo oraz życie organizacyjne. Na tym polu ks. Stojałowski osiągnął wymierne sukcesy, stając się pierwszym budzicielem polskości w Bielsku i twórcą pierwszych polskich organizacji w tym mieście, a częściowo również w Białej, gdzie pracę taką wykonało już wcześniej Towarzystwo Szkoły Ludowej z Krakowa, z którym zresztą przez wiele lat współpracował.

       Innym jego sukcesem było zwrócenie uwagi szerokiej polskiej opinii publicznej pod trzema zaborami na problem narodowy i robotniczy w Bielsku i Białej oraz na obojętność władz galicyjskich na sytuację miejscowych Polaków. W ten sposób nasze miasta, po wieku nieobecności, przywrócone zostały zbiorowej pamięci Polaków, a panujące w nich, często nienormalne, stosunki społeczne zostały poddane nie tylko krytyce, ale co ważniejsze częściowym przynajmniej ingerencjom władz krajowych Galicji. Wsparły one działające pod auspicjami TSL szkolnictwo polskie, w tym uruchomione w 1908 r. gimnazjum polskie w Białej. Do jego utworzenia ks. Stojałowski – podobnie jak polskiej szkoły zawodowej – walnie się przyczynił swymi licznymi interwencjami poselskimi we Lwowie. Warto jeszcze na końcu nadmienić, że był prekursorem zjednoczenia obu naszych miast, kwestię tę propagując po raz pierwszy publicznie w polskich mediach.

       Zmarły w 1911 roku kapłan swą wszechstronną i owocną działalnością na terenie Bielska i Białej niewątpliwie przygotował miejscowych Polaków na odbudowę niepodległej i jak mniemał i pragnął, sprawiedliwej, solidarnej pod względem narodowym i katolickiej Polski. Jego wizji nie spełniła, jak wiemy, z różnych zresztą przyczyn, II Rzeczypospolita Polska. Tym bardziej nie realizuje jej obecna, III Rzeczypospolita Polska. Wiele zresztą myśli ks. Stojałowskiego zdezaktualizowało się do naszych czasów, niewątpliwie jednak trwałymi pozostały jego wezwania religijne i patriotyczne.      

                                                                                                         Jerzy Polak

 

(Tekst przemówienia na uroczystości 100-lecia śmierci ks. Stanisława Stojałowskiego, wygłoszonego 18.11.2011 r. w Bielsku-Białej)                  

Listopad 1918 w Bielsku i Białej

Napisane dnia Listopad 25th, 2011 przez jerzy.polak

Na wieść o utworzeniu w Krakowie Polskiej Komisji Likwidacyjnej dla Galicji i uwolnieniu się 31 października 1918 roku spod władzy zaborcy austriackiego okolicznych miast: Krakowa, Oświęcimia, Kęt i Żywca, skupiający patriotów w Białej Komitet Zjednoczonych Stowarzyszeń Polskich na czele z dr. Antonim Mikulskim, dyrektorem Seminarium Nauczycielskiego TSL, zawiązał w porozumieniu z oficerami polskimi z garnizonu bielskiego spisek zmierzający do opanowania miasta. Dokonano tego z zaskoczenia w nocy na 1 listopada przy pomocy polskich żołnierzy i oficerów oraz milicji złożonej głównie z uczniów polskich szkół średnich i skautów, zaciągając warty przed siedzibami urzędów, zrzucając godła austriackie i zawieszając flagi polskie oraz opanowując strategiczne punkty Białej. 1 listopada 1918 roku władzę nad nią przejął utworzony Bialski Komitet Narodowy na czele z dr. A. Mikulskim, którego siedzibą był gmach jego szkoły przy ul. Komorowickiej 27. Miejscowi Niemcy nie przeciwdziałali.

2 listopada BKN przeobraził się w Powiatowy Komitet Wykonawczy Polskiej Komisji Likwidacyjnej, reprezentujący całą ludność polską miasta i jego okolic. Pertraktował on z niemieckimi władzami miasta, zmuszając je do uległości. 3 listopada uznały one państwo polskie, a 12 listopada przyjęły wszystkie warunki PKW, wywieszając polską flagę na wieży ratuszowej. 14 listopada niemiecki burmistrz Maksymilian Schmeja ślubował na wierność odradzającego się państwa polskiego.

W zdominowanym przez Niemców Bielsku nie było sił polskich zdolnych do opanowania miasta. Niemiecka ludność na wiecu 1 listopada oraz władze miejskie 7 listopada, opowiedziały się za przynależnością do tzw. Niemieckiej Austrii, organizując w tym celu własną siłę zbrojną, która stoczyła walkę z oddziałami polskimi z Białej o koszary kawalerii na Leszczynach.

W tej sytuacji Bielsko na polecenie Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego zostało zajęte 17 listopada przez oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Franciszka Aleksandrowicza. Zawieszono wówczas flagi polskie na dworcu kolejowym i budynkach rządowych. Niemcy próbowali kontrować, m.in. zrzucając godło polskie z gmachu poczty. Pod groźbą dalszej interwencji wojskowej władze miejskie zdecydowały się na pertraktacje i uznanie 28 listopada Rady Narodowej w Cieszynie jako reprezentantki władzy polskiej. 7 grudnia 1918 roku niemiecki burmistrz Edmund Eichler złożył ślubowanie na wierność rządowi polskiemu w Warszawie.

(Tekst opracowany przez Jerzego Polaka dla jednodniówki BBTH wydanej z okazji gry miejskiej przeprowadzonej w Święto Niepodległości 11.11.2011 r.)

Jerzy Polak                                                                                                                                                                                                        

Święto Niepodległości

Napisane dnia Listopad 25th, 2011 przez jerzy.polak

 Dzień 11 Listopada 1918 roku funkcjonuje w świadomości Polaków jako symboliczna data odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności po 123 latach niewoli i braku państwa polskiego na mapie Europy. W tym dniu wolną od okupanta niemieckiego stała się stolica Polski Warszawa, a władzę nad odradzającym się Wojskiem Polskim przejął charyzmatyczny przywódca Józef Piłsudski, podejmując walkę o kształt i granice II Rzeczypospolitej Polskiej. W tym dniu skończyła się również I wojna światowa, ta „wojna ludów” przepowiadana przez naszego wieszcza narodowego Adama Mickiewicza, dzięki której upadły trzy mocarstwa rozbiorowe Polski. Chwili tej doczekało dopiero piąte pokolenie Polaków wychowane w czasie niewoli.

Znacznie dłużej czekali Polacy w oddzielnych wówczas miastach Bielsku i Białej. Biała pozostawała poza granicami Polski 146 lat, od czasu I rozbioru w 1772 roku, należąc przez ten okres do Austrii i jej prowincji Galicji. Bielsko odpadło od Polski wraz z całym Śląskiem i Księstwem Cieszyńskim już w I połowie XIV wieku, wchodząc później również w skład Austrii. Ich powrót do odradzającej się Rzeczypospolitej zaczął się wcześniej niż stolicy państwa i wiązał się z rozpadem monarchii Habsburgów.                      

Jerzy Polak

Herbowa pomyłka

Napisane dnia Listopad 17th, 2011 przez jerzy.polak

Żyjemy w czasach pielęgnowania i nawrotu do tradycji. Do tradycji dawnej państwowości polskiej, tej z czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów i tej z czasów II Rzeczypospolitej. Sięgamy również do tradycji regionalnych, lokalnych, czy wręcz rodzinnych. Po to, by nie zagubić się jako naród, utrzymać tożsamość, podkreślić łączność z naszymi przodkami i ich chwalebnymi dokonaniami, z wielowiekową naszą historią i kulturą.

W tym nurcie mieści się również tradycja heraldyczna, oznaczająca nic innego, jak przywiązanie do pewnych znaków, wyrażających symboliczną treść połączoną z przeszłością i teraźniejszością ziemi, na której żyjemy. Takim znakiem jest godło i herb państwowy, z których dumny jest naród, wyrażając to ostatnio najdobitniej podczas zawodów sportowych. Nieco inną rolę odgrywają znaki lokalne, czyli herby dawnych dzielnic i ziem, miast i wsi, do których na fali przemian po 1989 roku dołączyły herby województw, powiatów i gmin zbiorowych. Stosuje się je nie tylko w celach urzędowych i reprezentacyjnych, ale także jako swoiste znaki reklamowe, a nawet drogowe, nie mówiąc już o używaniu, czy raczej nadużywaniu w polityce. Niestety, nie zawsze pod realizowanym od dwudziestu lat hasłem powrotu do tradycji historycznej (w tym także heraldycznej) i odrzucenia smutnych pod tym względem praktyk w czasach komunistycznych, mieści się dbałość o dziedzictwo i prawdę. Czasami mamy niestety do czynienia z kolejnym przekłamaniem historycznym, dowolnością w żonglowaniu symbolami i radosną twórczością zaspokajającą ambicje aktualnej władzy lokalnej.

Takim przypadkiem jest uchwalony 31 marca przez Radę Powiatu Bielskiego (ziemskiego) herb tej jednostki administracyjno-terytorialnej, powołanej do życia w 1999 roku, chociaż nawiązującym w pewnym sensie do powiatu bielskiego funkcjonującego w latach 1951-1973, ale w nieco innej konfiguracji terytorialnej (i z miastem Bielskiem-Białą). Tym samym powiat bielski dołączył, bodaj jako ostatni, do powiatów województwa śląskiego, które zaopatrzyły się w herby znacznie wcześniej. Oczywiście powstaje od razu pytanie, po co powiatom herby, skoro ich nie miały ich ani w I, ani w II Rzeczypospolitej? Jak można się domyślać, z powodów już wyżej wymienionych. W ten sposób powstaje na naszych oczach jeszcze jedna „nowa tradycja”, typowa dla III Rzeczypospolitej. Opinię o jej charakterze umacnia fakt wielu dziwolągów heraldycznych, jakie się przy tej okazji pokazały w skali Polski i naszego województwa (wyjątkiem jest tu np. herb powiatu cieszyńskiego), wprowadzonych z mniej lub bardziej fantazyjnymi uzasadnieniami.

Przypatrzmy się zatem nowemu herbowi powiatu bielskiego. Widzimy tradycyjną tarczę herbową podzieloną na dwa pionowe pola. W polu prawym (lewym dla oka) widnieje pół złotego heraldycznego orła na niebieskim polu, natomiast w polu lewym (prawym dla oka) pół białego orła na czerwonym polu, przy czym jego głowa zwrócona jest w lewo (prawo dla oka), a dziób, szpony i przepaska na skrzydle są złote. Wspólnymi elementami dla orłów są: złota korona na głowach i złota opaska na ogonach.

Jak dowiadujemy się z oficjalnego miesięcznika „Mój Powiat” (nr 2/2011) herb ten ma nawiązywać „w swym kształcie i barwach do różnorodnej, bogatej historii ziem wchodzących w skład obecnego Powiatu Bielskiego.[Jest on zgodny]także z miejscową tradycją”. Pięknie napisane, tyle, że bałamutnie. Bowiem, gdy sięgniemy do tej historii i tradycji okazuje się jasno, że w skład terytorium obecnego powiatu wchodzą miejscowości powstałe w większości na przełomie XIII/XIV wieku i należące ongiś do dwóch historycznych regionów polskich, istniejących od tego samego momentu – Księstwa Cieszyńskiego (3 gminy zachodnie) i Księstwa Oświęcimskiego (7 gmin wschodnich), przedzielonych rzeką Białą. Przetrwały one formalnie, zmieniając po drodze kilkakrotnie swoją przynależność państwową, do połowy XIX wieku, a ich kontynuacją są etnograficzno-kulturowe pojęcia Śląska Cieszyńskiego i Ziemi Oświęcimskiej funkcjonujące do naszych czasów. Wraz z nimi przetrwała, nieco tylko modyfikowana, ich tradycja heraldyczna, wywodząca się z XV stulecia. Jeśli chcemy – i powinniśmy – do niej nawiązać, to w herbie powiatu bielskiego powinny się znajdować elementy herbów obu tych księstw.

Tymczasem znalazła się w nim niepoprawna wersja połowy herbu księstwa cieszyńskiego – pół złotego orła na niebieskim polu, ale bez czerwonego języczka w dziobie i czerwonych szponów, za to z dziwną przepaską na skrzydle, natomiast nie widzimy żadnego odniesienia do herbu księstwa oświęcimskiego (czarny orzeł na niebieskim polu, ze złotą literą „O” na piersiach). Zamiast niego oglądamy pół białego orła na czerwonym polu, z odwróconą w lewo głową (dla oka w prawo), ze złotymi – koroną na głowie, dziobem, przepaską na skrzydle, szponami i opaską na ogonie. Jest to w istocie zdeformowana połowa herbu Królestwa Polskiego z czasów Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, używanego także od XIV wieku jako herb Ziemi Krakowskiej. Bowiem de facto mamy tu do czynienia z połową herbu… województwa małopolskiego, ustanowionego w 1999 roku. Cóż to jednak za tradycja i cóż powiat bielski ma wspólnego z sąsiednim województwem??

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że zastosowanie wojewódzkiego orła małopolskiego jest heraldycznym symbolem dążności władz powiatu do secesji z województwa śląskiego. Może tak zresztą jest, licho wie, co myślą ci nasi lokalni politycy…

Powróćmy wszakże do artykułu z „Mojego Powiatu”. Dowiadujemy się z niego, że nowy herb powiatowy nawiązuje „do historii terenów wchodzących w skład obecnego powiatu”, a więc „do Śląska Opolskiego, a później Cieszyńskiego” w przypadku jego części zachodniej oraz do „dzielnicy senioralnej, czyli ziemi krakowskiej” w przypadku części wschodniej. Dlatego zastosowano „herby księstwa cieszyńskiego i ziemi krakowskiej”. Kawał polega jednak na zastosowaniu fałszywej przesłanki historycznej w wyborze jednego z symboli (pomijając już oczywiste błędy heraldyczne), bowiem miejscowości części wschodniej powiatu od momentu swego powstania nigdy nie były częścią ani dzielnicy senioralnej ani Ziemi Krakowskiej. Wchodziły natomiast w skład dzielnicy opolsko-raciborskiej Polski, podzielonej w końcu XIII stulecia na kilka księstw, w tym na cieszyńskie i (nieco później) oświęcimskie. Oczywiście Księstwo Cieszyńskie nie należało do żadnego Śląska Opolskiego, które to pojęcie powstało dopiero po podziale Górnego Śląska w 1922 roku. Wchodziło natomiast w skład tego ostatniego regionu.

Należy dodać, że nawet po formalnej inkorporacji księstwa oświęcimskiego do Królestwa Polskiego (1563-1564) nie zostało ono częścią historycznej Ziemi Krakowskiej, tworząc wraz z sąsiednim księstwem zatorskim tzw. powiat śląski województwa krakowskiego o dużej autonomiczności (w tym prawie do własnego herbu). Istniał on do I rozbioru Polski, ale jeszcze w I połowie XIX wieku cesarz austriacki wskrzesił oba księstwa, wyłączając je formalnie ze składu Galicji i Lodomerii. Omawiany teren znalazł się ponownie w składzie województwa krakowskiego w 1921 roku.
W ten sposób nieznajomość historii Polski oraz stron rodzimych prowadzi do błędnych wyborów herbów i wprowadzenia obcych elementów, dokonanych m.in. przez bliżej nieznany „Instytut Heraldyczno-Weksylologiczny” w Górkach Wielkich. Dziwić się tylko można, że przyklasnęła temu Komisja Heraldyczna przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie, ale nie dzieje się to w jej wypadku po raz pierwszy. W Warszawie zawsze mało się orientowali, co tak naprawdę dzieje się nad Białą i Olzą.

Przywoływany artykuł podnosi doniosłość uchwały Rady Powiatu „z punktu widzenia historii powiatu” oraz „dla dorobku dziedzictwa kulturowego i utrwalenia tożsamości powiatowej”. Brońmy się jednak przed takimi nowymi utrwalaczami i ich ahistorycznymi pomysłami! Zamiast oczekiwanego podkreślenia tradycji lokalnych i „szacunku dla insygniów władzy” wywołują politowanie oraz kolejne zamieszanie w świadomości historycznej mieszkańców i tak już dobrze skołowanej przez komunizm.

Jerzy Polak

Odbyła się Gra uliczna „Z pamiętnych dni – listopad 1918 roku w Bielsku i Białej”

Napisane dnia Listopad 17th, 2011 przez Wiesław Dziubek

Z pamiętnych dni – listopad 1918 roku w Bielsku i Białej

84 osoby podzielone na 20 zespołów brały udział w pierwszej grze ulicznej zorganizowanej przez Bielsko-Bialskie Towarzystwo Historyczne i Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej przy współudziale Zespołu Szkół Ekonomicznych w Bielsku-Białej, Związku Strzeleckiego „Strzelec” oraz drużyn ratownictwa medycznego Polskiego Czerwonego Krzyża.

Gra uliczna pn. Z pamiętnych dni – listopad 1918 roku w Bielsku i Białej, była urozmaiceniem obchodów dnia niepodległości w Bielsku-Białej, w której organizatorzy połączyli edukacje z dobrą zabawą. – Jako nowo powstałe towarzystwo, które stawia sobie za jeden z celów upowszechnianie wiedzy historycznej sądzimy, że jest to najlepszy sposób przybliżania historii naszego miasta. Zaczynamy od wydarzeń listopada 1918 roku, które rozgrywały się w Bielsku i Białej. Mamy nadzieję, że w ten sposób urozmaicimy obchody Święta Niepodległości, które w polskiej tradycji są zazwyczaj smutne i poważne – informował dr Bogusław Chorąży prezes BBTH.

Scenariusz gry został oparty jest na autentycznych wypadkach, które miały miejsce w Białej i Bielsku w listopadzie 1918 roku. Zostały one opisane przez dr. Antoniego Mikulskiego, ówczesnego Dyrektora Seminarium Męskiego Polskiego Towarzystwa Szkół Ludowych, a zarazem Przewodniczącego Polskiej Komitetu Narodowego, który ukonstytuował się w Białej 1 listopada 1918 roku. – Na wieść o utworzeniu w Krakowie Polskiej Komisji Likwidacyjnej dla Galicji i uwolnieniu się 31 października 1918 roku spod władzy zaborcy austriackiego jej okolicznych miast: Krakowa, Oświęcimia, Kęt i Żywca, skupiający patriotów w Białej Komitet Zjednoczonych Stowarzyszeń Polskich na czele z dr. Antonim Mikulskim, dyrektorem Seminarium Nauczycielskiego TSL zawiązał w porozumieniu z oficerami polskimi z garnizonu bielskiego spisek zmierzający do opanowania miasta. Dokonano tego z zaskoczenia w nocy na 1 listopada przy pomocy polskich żołnierzy i oficerów oraz milicji złożonej głównie z uczniów polskich szkół średnich i skautów, zaciągając warty przed siedzibami urzędów, zrzucając godła austriackie i zawieszając flagi polskie i opanowując strategiczne punkty Białej. 1 listopada 1918 roku władzę nad nią przejął Bialski Komitet Narodowy na czele z dr. A. Mikulskim, którego siedzibą był gmach jego szkoły przy ul. Komorowickiej 27- przypomniał zebranym dr Jerzy Polak, honorowy prezes BBTH.

 Gra miała charakter zespołowy. Uczestniczyły w niej zespoły 3-5 osobowe. Co ciekawe wśród 20 zespołów, dodajmy maksymalnej ilości jaką mogli przyjąć organizatorzy pojawiła się również drużyna z Wisły i z Międzybrodzia. – Przyjechaliśmy tutaj, aby nie tylko reprezentować naszą szkołę LO im. Pawła Stalmacha z Wisły, ale chcemy uczcić pamięć, trochę w niekonwencjonalny sposób i wcielić się z rolę tych, którzy uczestniczyli w tych zadaniach- przekonywała trzy osobowa grupa nr 18 z Wisły.

 Wszystko, tak jak przed laty rozpoczęło się w Zespole Szkół Ekonomicznych przy ulicy Komorowickiej 27 w dawnym gmachu Polskiego Seminarium Nauczycielskiego – budynku, w którym znajdowała się siedziba Polskiego Komitetu Narodowego w listopadzie 1918 roku. – Nasza Szkoła znajduję się w tym budynku od 1969 roku. Funkcjonowanie w tak ważnym obiekcie historycznym to zaszczyt, ale także obowiązek kultywowania najlepszych tradycji naszych poprzedników. Nasz udział w tej imprezie traktujemy jako obowiązek wobec nie tylko nauczycieli i uczniów tej szkoły, ale również wszystkich walczących o niepodległą Polskę. Grupa nauczycieli, trener SKSS „Ekonomik” oraz ochotnicy podjęli wezwanie. Liczymy na to, będzie to jedno z wielu form kształtowania postaw obywatelskich i patriotycznych młodego pokolenia i wpiszę się na trwałe do kalendarza ważnych uroczystości szkolnych. Jesteśmy to winni tym, którzy walczyli o niepodległość – mówiła Maria Marczyk, dyrektor ZSE w Bielsku-Białej.

 Zespoły uczestniczące w grze miały za zadanie wykonanie misji, które odnosiły się do rzeczywistych działań studentów, uczniów i skautów w listopadzie 1918 roku. Wykonanie misji nie było łatwe – podobnie jak w 1918 roku trzeba było szybko nauczyć się rzemiosła wojskowego – strzelania czy opatrywania rannego…. Harcerze przygotowali prawdziwy sprawnościowy tor przeszkód złożony z kilku zadań. – Chodzi nam o to, by aktywować mieszkańców Bielska-Białej, którzy będą obchodzić 11 listopada nie tylko w poważny sposób. Chcielibyśmy, by coś się działo, by ludzie potrafili się cieszyć z tego święta, a nie tylko wspominać to, co smutne czy bolesne. W USA, Francji czy nawet Turcji, to potrafią. Flagi narodowe są tam na każdym kroku. A nasz patriotyzm jest taki trochę „od święta”- kończy się święto, a flagi znikają. Liczymy na to, że gra miejska nie będzie jednorazową akcją, ale z czasem takich akcji będzie więcej. Jako ZHR organizowaliśmy już takie gry, ale nigdy dla mieszkańców. Bardzo się cieszę, że udało się do współpracy zaprosić tyle organizacji patriotycznych. To dowód na to, ze niezależnie od poglądów politycznych da się coś dobrego wspólnie robić dla kraju. Myślę że w kolejnych edycjach tych organizacji będzie jeszcze więcej- mówił Sebastian Adamus, komendant Górnośląskiej Chorągwi Harcerstwa Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Ulicami miasta trzeba było szybko i sprawnie przemieszczać przy okazji wykonywać będą również typowe zadania konspiracyjne i wywiadowcze. Jak na przykład odszukanie zaszyfrowanego hasła, odnalezienie łącznika czy sfotografowanie ważnego obiektu. Wszystko to działo się w niełatwych warunkach, gdyż ulice kontrolowali austriackie patrole, które skutecznie utrudniały wykonanie misji. – Najwięcej frajdy moim podopiecznym z grupy sprawiło uciekanie przed patrolami natomiast najtrudniejszym było odnalezienie hasła – dzielił się wrażeniami Ryszard Głowacki z grupy nr 7.

Ostatnim zadaniem dla wszystkich było prawdziwym wehikułem czasu, bowiem uczestnicy gry wzięli udział w inscenizacji historycznej, w której polski orzeł zastąpił herb austro-węgierski na gmachu poczty w Bielsku. Tam w role dr Mikulskiego wcielił się Włodzimierz Pohl aktor Teatru Banialuki. Tam też zebrani odśpiewali hymn państwowy i zrobili pamiątkowe zdjęcie, a potem prowadzeni przez członków Strzelca z chorągiewkami i balonikami przemaszerowali z powrotem do „Ekonoma”. W trakcie, gdy komisja sprawdzała karty zadań, uczestnicy obejrzeli prezentację multimedialna pokazującą najważniejsze punkty gry w archiwalnych obrazach oraz filmach z komentarzem znanych bielskich historyków.

Jak się okazało wyniki osiągnięte przez zespoły były nie tylko bardzo dobre, ale i podobne, dlatego też, aby wyłonić najlepszych potrzebna była dogrywka. W trakcie ścisłego finały, zawodnicy musieli wykazać się znajomością historycznych wydarzeń z roku 1918. Pytania nie były trudne, gdyż opierały się na przygotowanej przez BBTH specjalnej gazetce pn. Czas Niepodległości. Ostatecznie wyniki gry ulicznej przedstawiają się następująco: I miejsce zespół nr 2 w składzie: Monika Tesarczyk, Łukasz Tesarczyk, Ada Daniel i Piotr Szatajko. II miejsce zespół nr 6 w składzie: Karolina, Wojciech, Zofia i Franciszek Groccy. Natomiast trzecie zdobył zespół nr 4 w składzie: Jolanta, Justyna i Klaudia Papla oraz Joanna, Maria i Zofia Gruszka. – Zgłosiliśmy się do tej zabawy, aby wspólnie z dziećmi poznać historie tego terenu, gdyż od roku dopiero jesteśmy mieszkańcami Bielska-Białej. Przyjechaliśmy z Wielkopolski i chcemy, aby nasze dzieci, był jak najbliżej wszystkiego co związane jest z naszą polską tradycją- mówiła Karolina Grocka z zespołu nr 6, który zdobył II miejsce.
Na końcu imprezy przy wesołych rytmach muzyki w wykonaniu lipnickiej orkiestry dętej pod kierownictwem Romana Kubicy podsumowano imprezę i zakończoną ją dyskusyjnym panelem historycznym na temat odzyskania niepodległości i nie tylko…

Za ufundowania nagród w grze miejskiej organizatorzy dziękują firmie Aqua S.A., właścicielom Księgarni Staromiejskiej, Wydawnictwa „Buffi”, Księgarni „Oświata”, Stowarzyszeniu „Olszówka” oraz Bankowi Spółdzielczemu w Jasienicy.

Jacek Kachel